Coma
Data: 17 marzec 2012
Godzina : 19:00 Miasto: Katowice Miejsce: Mega Club
Kojarzona z majestatycznymi albumami konceptualnymi
Coma wydała album jak przyznają sami () stojący w
opozycji do poprzednich dokonań, neokonceptualny,
niesymetryczny i ryzykowny, ale jednocześnie mocno powiązany
ze wszystkim co robiliśmy do tej pory, wiemy, że znajdzie on wielu
zwolenników ale nie mamy złudzeń, że ci którzy nie lubią eksperymentów
i przywiązani są do klasycznie pojętej Comy mogą się od nas odwrócić
oskarżając o sprzeniewierzenie, nie boimy się, u nas zasadą jest ruch i
przemiana, bez tego stajesz się skamieliną, cieszymy się bo
czeka nas wspaniała przygoda, którą zaserwują nasi fani wypowiadając
się na temat nowego dzieła () OK. to może po kolei
Album nie posiada tytułu! w zamian za to został opatrzony kolorem, (czerwony) dlaczego? główną koncepcją i zasadniczym założeniem tego krążka jest konsekwentnie realizowana zasada braku koncepcji, nic nie sugerujemy, chcieliśmy stworzyć kompozycję otwartą, która ostateczny wyraz przyjmie dopiero w konfrontacji ze słuchaczami, mówi Piotr Rogucki, wokalista i frontman zespołu, zasada dowolności i przypadkowości przejawia się na wszelkich możliwych płaszczyznach począwszy od tekstu, przez muzykę, a kończąc na warstwie wizualnej (okładka, sesja fotograficzna, teledyski) faktycznie konsekwencja w realizacji tego postanowienia nadaje albumowi niezwykłej, paradoksalnie, spójności, wydaje się że brak koncepcji to doskonała koncepcja urzeczywistniona pod postacią czerwonego albumu. Przydało by się jednak kilka konkretów, oto i one Płyta trwająca 55 minut zawiera dwanaście utworów, oszczędnie jak na możliwości Comy, ale za to konkretnie, nie ma tu przypadkowych kawałków, wypełniaczy, każda kompozycja to skończona forma. Muzycznie jest konkret, tylko dwa utwory przekraczają czas siedmiu minut , z pozostałych właściwie każdy mógłby być regularnym singlem. Płyta zróżnicowana dynamicznie od ballad przez utwory, które prawdopodobnie świetnie sprawdzą się jako kawałki koncertowe, aż do potężnego uderzenia agresywnej, rockowej mocy. Brzmieniowo zmiana, wyraźne odejście od elektroniki, siła koncentruje się w gitarowych riffach, dyskretnych solówkach i mocno rozbudowanej linii basu, często bas przejmuje rolę instrumentu wiodącego, znalazły się również miejsca gdzie wykorzystano inne instrumentarium, flet, cymbałki, pianino, czyli jak na Comę to ewenement, ciekawie przedstawiają się kawałki bazujące na łączeniu różnych stylistyk (i tutaj konsekwencja w niekonsekwencji spełnia swoje zadanie) z pozoru nieprzystające fragmenty kompozycji łączone często w ryzykowny sposób jak w utworach: 0Rh+, W chorym sadzie czy Los, Cebula i Krokodyle Łzy. Wokal Roguckiego świadomy swojej mocy ale powściągliwy, pojawia się eksperymentalne brzmienie falsetu Na Pół, 0Rh+. Charakterystyczne, że w konstrukcji utworów nastąpiła pewna inwersja, zazwyczaj doładowane rockowym wrzaskiem i wysokimi skalami refreny, na czerwonym albumie odwrotnie niż dotychczas wydają się być odciążone, a mimo to nie tracą na sile, cenna to skłonność, która świadczy o dojrzałości i większej pewności kompozycyjnej chłopaków z Comy. Dodatkowo nowością i wyraźnym atutem brzmieniowym jest niekonwencjonalny sposób potraktowania chórków, mocno rozbudowane w niektórych utworach doskonale zastępują elektronicznie wygenerowane sample, często traktowane jako dodatkowy instrument komentujący właściwą linię wokalu, co ciekawe chórki wykonywane są przez cały zespół, a nie jak do tej pory było jedynie przez Roguckiego, miejmy nadzieję, że ten eksperyment znajdzie odzwierciedlenie na koncertach. Warstwa tekstowa to siła czerwonego albumu, inny niż dotychczas sposób przedstawiania teksty na nowym albumie Comy to próba operowania obrazami filmowymi, scenki zaaranżowane pod wpływem zjawisk bliskich codzienności, inspirowała mnie chwila, artykuł z gazety, informacja w radio, pobyt w szpitalu, własne przemyślenia, codzienność podniesiona do rangi poezji i przekształcona w tekst piosenki to słowa Piotra Roguckiego, autora tekstów i rzeczywiście widać wyraźne odejście od filozoficznego i teoretycznego ujęcia świata, z perspektywy globalnej Rogucki przechodzi do ujęcia makro oscylując wokół rzeczy drobnych, tworząc unikalne nastroje i obrazy codzienności, podejmuje kwestie lokalnego świata, społeczne, osobiste, lub bawi się na poziomie języka tworząc swoisty optymistyczny i żartobliwy manifest poetycki w utworze pt. Białe Krowy, jak miło odetchnąć nowym powietrzem po wizjonerskich, neoromantycznych kolosach z poprzednich albumów Comy. Podsumowując Coma nie skończyła się na KillEm All przeciwnie odmłodniała i wypuściła trochę powietrza z nadmuchanego do granic możliwości rockowego balonu, bardzo poważna tematyka zeszła na dalszy plan na czerwonym albumie cieszymy się przestrzenią i lekkością, zespół daje nam sporo miejsca na oddech i własną niewydumaną interpretację, słucha się szybko i z przyjemnością, wywarzony i pozytywny wydźwięk całości, premiera 17 października będzie poparta trasą koncertową rozpoczynającą się tydzień później na specjalnym koncercie w warszawskiej Hard Rock Cafe, czy zatem jesień 2011 będzie należeć do Comy? To się okaże już wkrótce, nowy album to nowa odsłona Łódzkiego zespołu i jak najbardziej do polubienia Źródło: Materiały promocyjne organizatora Najbliższe koncerty: Coma
Powiązane recenzje: Coma
Baza artystów A-ZNowości muzyczne
PATRONATY MEDIALNE |
||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||

