"Rapsodia z Demonem" w Teatrze Rampa (recenzja)

23 grudnia 2015, 20:08

[img:1]

W historii muzyki rozrywkowej grupa Queen zajmuje szczególne miejsce. Wyjątkowe talenty muzyczne jej członków, różnorodność ich muzyki, charyzma i osobowość lidera grupy czy wreszcie niezwykle bogata twórczość artystyczna wymieniane są, jako główne cechy formacji.

Założony w 1970 r. zespół (ostateczny skład ustalił się w roku następnym i aż do śmierci Freddiego Mercury’ego 20 lat później grupę tworzyła ta sama czwórka muzyków) uważany jest za jeden z najważniejszych w dziejach muzyki. W ciągu pierwszych lat swojej działalności Brian May, Roger Taylor, Freddie Mercury i John Deacon skupili się przede wszystkim na muzyce rockowej i jej różnych odcieniach (glam rock, hard rock czy nawet punk rock). W latach 80. stylistyka grupy przypomniała bardziej pop-rock, ale zespołowi zdarzało się eksperymentować także z innymi gatunkami. Koncerty, będące wizytówką Queen, zawsze były jednak stricte rockowe. Zespół prezentował najwyższy kunszt swoich umiejętności właśnie podczas występów na żywo. Ogromna ekspresja, osobowość showmana i znakomity głos Freddiego w połączeniu z artyzmem muzycznym pozostałej trójki dawały wyśmienite efekty.

Wizytówką zespołu były też ciekawe pomysły aranżacyjne, pastisz i mieszanie stylów, najbardziej widoczne na wydanym w 1975 roku albumie „A Night at the Opera”. Właśnie z niego pochodzi „Bohemian Rhapsody” – muzyczny majstersztyk autorstwa Mercury’ego, będący cudowną kombinacją muzyki rockowej z operą. Do niego bezpośrednio nawiązuje tytuł nowego polskiego musicalu wystawianego od października (prapremiera odbyła się 30 października 2015 r.) na deskach Teatru Rampa – „Rapsodii z Demonem”. To widowisko miałem okazję oglądać 29 listopada.

[img:2]

Wspomniane powyżej elementy charakterystyczne dla zespołu sprawiają, że twórczość Queen bardzo dobrze nadaje się do przełożenia na język musicalu. Także dlatego, że ten rodzaj widowiska ma pierwiastki wspólne z muzyką poważną, operą i tańcem, a i te artystyczne kategorie były członkom zespołu, a zwłaszcza Freddiemu, bardzo bliskie. Twórcy związani z Teatrem Rampa mieli już przetarte szlaki. Muzyka i kariera zespołu Queen stały się dla znanego w brytyjskim świecie showbuisnessu Bena Eltona inspiracją do napisania musicalu „We Will Rock You”, opartego w całości na utworach grupy. Brian May i Roger Taylor współpracowali z Eltonem przy powstaniu projektu. Światowa premiera „We Will Rock You” miała miejsce 14 maja 2002 roku w londyńskim Dominion Theatre (głównej siedzibie musicalu), gdzie był najdłużej granym przedstawieniem (został zdjęty 31 maja 2014 r.). Od strony muzycznej, tanecznej i scenografii show, które miałem okazję oglądać dwukrotnie, prezentowało się imponująco. Najsłabszym ogniwem była nieskomplikowana fabuła oparta na wizji globalizacji kompletnej, kpinie ze współczesnej kultury masowej i pochwale muzyki rockowej. Całość działa się w przyszłości i była połączeniem ostrej satyry i science fiction. Na musical sprzedało się jednak kilkanaście milionów biletów na całym świecie, show zdobyło wiele nagród, wystawiano je na pięciu kontynentach i rozważana była nawet możliwość powstania drugiej części przedstawienia (do której libretto miałby napisać ponownie Ben Elton w konsultacji z Mayem i Taylorem). To potwierdza tezę, że fabuła w musicalu nie jest najważniejsza.

Także fabuła „Rapsodii z Demonem” wydaje się być najsłabszym punktem tego musicalu. Twórcy wyszli ze słusznego założenia, że uniwersalne utwory zespołu Queen, z których niemal w całości (w repertuarze jest też jeden solowy utwór Mercury’ego – „Living on My Own”) składa się to muzyczne przedstawienie, sprawią, iż show się obroni. I tak jest rzeczywiście, ale tylko dlatego, że aranżacje i interpretacje tych utworów są w wykonaniu warszawskiej obsady bardzo dobre! W największym uproszczeniu możemy napisać, że musical opowiada o trudach kariery w show-businessie i o tym, że czasem trzeba zaprzedać duszę diabłu, by osiągnąć sukces. W tym wypadku nie diabłu, a Demonowi imieniem Balamis. I może nie od razu sprzedać duszę, ale zgodzić się prowadzić z nim ryzykowną grę na jego warunkach w zamian za spełnienie życzeń. Tę grę podejmuje początkujący muzyk marzący o wielkie karierze – Erwin. Towarzyszy mu w tym jego muzyczny kompan Kacper, który na różne sposoby stara się przemówić przyjacielowi do rozsądku. Spektakl opowiada też o przyjaźni i marzeniach, także tych niespełnionych. Całość rozgrywa się współcześnie w metropolii XXI wieku. W fabule przenikają się świat rzeczywisty z nierzeczywistym. Całość dzieje się więc na pograniczu snu i jawy, co jest wybiegiem dającym duże możliwości kreacji scen i zachowań bohaterów. Zupełnie, jak w pierwszych słowach „Bohemian Rhapsody”: „Is this the real lifie? Is this just fantasy?”…

[img:3]

Reżyserem sztuki jest Holender Michel Driesse, który ma na swoim koncie realizacje muzycznych spektakli m.in. w Anglii,  Niemczech czy Stanach Zjednoczonych. Jest on także aktorem musicalowym. Aktorem jest także osoba odpowiedzialna za kierownictwo artystyczne całości, czyli Jakub Wocial, na co dzień kierownik muzycznej sceny Teatru Rampa, w musicalu występujący w roli tytułowego Demona. To od niego wiemy, że pomysł na widowisko pojawił się już dwa lata temu, gdy podczas koncertu „Broadway Street” w Rampie okazało się, że publiczność wciąż żywiołowo reaguje na przeboje Queen. Spontaniczne i entuzjastyczne reakcje widowni utwierdziły tylko Wociala w przekonaniu, że repertuar grupy jest świetnie rozpoznawalny i bardzo dobrze przyjmowany przez widzów. Libretto to zaś zasługa Katarzyny Kraińskiej, która była odpowiedzialna także za przekład piosenek. Jak zdradziła, że pomysł na sztukę miała jeszcze przed analizą tekstów. Za choreografię odpowiada zaś Hiszpan Santiago Bello, podczas widowiska wcielający się w jednego z tancerzy. Kostiumy i scenografia to zaś działka Doroty Sabak. Na końcu tej wyliczanki twórców wymienię tego moim zdaniem dla sztuki najważniejszego – Jana Stokłosę. Odpowiada on w show za aranżacje i kierownictwo muzyczne. Z zadania wywiązał się tak, że jego znany stryj (Janusz Stokłosa) może być dumny. Jak słusznie przyznaje sam muzyk, utwory Queen zostały zaaranżowane inaczej, ale z szacunkiem do oryginału. W niektórych momentach zostały one skrócone, w niektórych wydłużone, tak by swoją długością dopasować się do scen, którym towarzyszyły. To samo możemy napisać o ich tempie, a zwłaszcza interpretacji. Jak mówi sam Stokłosa: „Jest to trochę hybryda koncertu z nitką teatralnej historii”. Trzeba jednak dodać, że aranżacje utworów są bardziej rockowe niż musicalowe, co niewątpliwie jest wielkim, o ile nie największym atutem spektaklu. W sztuce usłyszymy 22 utwory.

[img:4]

Różnorodność i eklektyzm muzyki Queen sprawiają, że utwory zespołu mogą być adaptowane na potrzebny przeróżnych wykonań i scenicznych uwarunkowań. To zjawisko moim zdaniem najlepiej podczas musicalu unaocznia grający tytułowego Demona Balamisa wspomniany już Jakub Wocial. Jego wokal potrafi być zarówno stonowany, jak i emocjonalny, zarówno drapieżny, jak i łagodny, zarówno krzykliwy, jak i wyciszony. Barwa jego głosu na to pozwala, bowiem jest charakterystyczna, pasująca do różnych gatunków muzyki. Inna sprawa, że rola chłodnego i wyrachowanego Demona bardzo mu pasuje. Bardziej przewidywalnie na deskach Rampy śpiewa odtwórca roli Erwina Jakub Molęda, kojarzony z jednym z meteorów polskich muzyki rozrywkowej, jakim był pop-rockowy zespół L.O. 27, tworzony przez nastoletnich uczniów szkoły podstawowej. Mieli być oni odpowiednikiem amerykańskiej grupy Hanson. Ich pierwszym album wydany w 1997 r. cieszył się dużą popularnością. „Mogę wszystko” osiągnęło status „Złotej płyty” a tytułowy utwór z tego krążka stał się wielkim przebojem w całej Polsce. Młodzieńczy, a wręcz dziecięcy zespół był dużą atrakcją, nieznaną dotąd szerzej w naszym kraju. Jednak zainteresowanie minęło tak szybko, jak skończyła się ciekawość związana z tą grupą, która swoją karierę zakończył w 1999 roku. Członkowie grupy nadal są muzycznie aktywni a stosunkowo największą rozpoznawalnością cieszy się wspomniany wokalista. Karierę zrobił bardzo szybko, nie udało się jej jednak utrzymać na tak wysokim poziomie jak w zespole. Można więc napisać, że Molęda w prawdziwym życiu przeszedł drogę na swój sposób odwrotną niż bohater, w którego się wciela. Obsadzenie go w tej roli jest bardzo dobrym pomysłem z jeszcze jednego powodu: że swoim wyglądem i ekspresją po prostu bardzo pasuje do roli niedojrzałego muzyka, który do sukcesu chce dojść trochę na skróty. Trzeba przyznać, że królewskie utwory w jego wykonaniu śpiewane są bardzo poprawnie, z odpowiednim entuzjazmem, zaangażowaniem i rockowym pazurem. Najlepiej odnajduje się w kawałkach energicznych, takich jak „I Want it All” czy „Don’t Stop Me Now”.
Słabiej (co nie oznacza, że słabo) wypada, jako aktor. Czasem wyraźnie brakuje mu naturalności. Widać w nim jednak musicalowe doświadczenie, ale to nie może dziwić. Zanim trafił na deski Teatru Rampa, występował w musicalach „Taniec Wampirów” i „Akademia pana Kleksa” w warszawskiej Romie.

Naturalności z pewnością nie może odmówić odtwórczyni roli Idy (początkującej dziennikarki, a z czasem miłości Erwina) Natalii Piotrowskiej. Jej aktorstwo także nie powala, ale emanuje wdziękiem, urokiem i kobiecością. Jest jej jednak o tyle łatwiej, że duże pole do popisu daje jej postać, która co chwilę przeistacza się z szarej myszki w pewną siebie, dynamiczną i seksowną kobietę. To właśnie jej metamorfozy najbardziej obrazują przenikanie się jawy i snu w przedstawieniu. Tym bardziej, że wraz z przemianą bohaterki zmienia się także scenografia, oświetlenie i kostiumy, co jeszcze bardziej podkreśla różnice między fantazją a rzeczywistością. Czwórkę głównych postaci uzupełnia bardzo poprawny wokalnie i aktorsko Sebastian Machalski w roli Kacpra. Grany przez niego twardo stąpający po ziemi bohater jest kontrastem dla impulsywnego Erwina. Głównym bohaterom towarzyszą m.in: Agnieszka Fajlhauer, Brygida Turowska czy znani serialowej publiczności Daniel Zawadzki („Klan”) i Dominika Łakomska („M jak Miłość”), której muzyka Queen jest bardzo dobrze znana, co możemy wnioskować po jej wypowiedziach.

[img:5]

Słowa uznania należą się twórcom musicalu za przemyślaną scenografięi choreografię, która jest efektowna, ale nieprzekombinowana i nie odciąga widza od muzyki, a swoją pomysłowością i wykonaniem podkreśla wymowę poszczególnych utworów. A są to przede wszystkim wielkie przeboje: „I Want To Break Free”, „A Kind of Magic”, „Who Wants to Live Forever” „The Show Must Go On”, „We are the Champions” czy doprawdy demoniczne wykonane przez Wociala „Innuedno”. Na szczęście znalazło się także miejsce dla kilku utworów stosunkowo mniej znanych: „It’s a Beautiful Day”, „Love Kills” (znany także w solowej wersji Mercury’ego) czy bardzo interesująco zinterpretowany przez Molędę „I’m Going Sligtly Mad”. Wisienką na torcie jest wykonanie „Bohemian Rhapsody”. Nie mogę jednak zdradzić, kiedy ono następuje, podobnie jak i tego, w którym momencie widzowie uświadamiają sobie, że doprawy świetnie zagrana muzyka nie leci z playbacku. Minusem widowiska jest z pewnością niewiele (poza oczywiście utworami) nawiązań do historii Queen. Wyjątkiem jest tutaj humorystyczna rola Królowej (w która wcieliła się Barbara Gąsienica-Giewont), symbolizująca ekstrawagancka gwiazdę, niepozbawioną jednak talentu i wdzięku. Można dostrzec w niej analogie do Lady GaGi.

Widowisko jest na tyle ciekawe, że honorowy patronat objęła nad nim Ambasada Wielkiej Brytanii w Polsce. Stosunkowo popularnym aktorom towarzyszą także osoby mniej znane, wyłonione podczas kilkuetapowych castingów. Takie połączenie doświadczenia z entuzjazmem i młodością daje energiczny i dynamiczny efekt. Tym bardziej, że „Rapsodie z Demonem” tworzą w większości młodzi wokaliści i tancerze. Nie bez znaczenia jest też współpraca międzynarodowego zespołu twórców i autorów. Całość wypada więc niezwykle profesjonalnie a słucha się tego i ogląda to z dużą przyjemnością. Wszystko to daje wynik w postaci  muzyczno-teatralnego show, które może zapisać się złotym zgłoskami w historii polskiego musicalu.

Tekst: Michał Bigoraj
Autorka zdjęć: Kinga Taukert
Zdjęcia dzięki uprzejmości Teatru Rampa

Komentarze do artykułu  -  zobacz nowe forum

Pozostałe aktualności muzyczne

zobacz więcej

Wyszukaj artystę

reklama
reklama
WYWIAD: Neil Zaza WYWIAD: Neil Zaza

- Muzycy powinni mieć podstawy teorii muzyki, wiedzieć jakie akordy, nuty i skale pasują do siebie. To są proste rzeczy do nauki w dzisiejszych czasach. Można się tego...

gradient
RELACJA: Jambinai w Proximie RELACJA: Jambinai w Proximie

Przedświąteczny Wielki Czwartek stał się znakomitą okazją dla fanów cięzkich lecz wysmakowanych brzmień do wizyty w klubie Proxima i posłuchania gwiazdy zeszłorocznego Off...

gradient
mikrofon