Emilie Autumn - "Fight Like a Girl"

Emilie Autumn - "Fight Like a Girl"
Styl: Eksperymentalna
Rok wydania: 2012
WWW artysty: http://www.emilieautumn.com/
Wydawca: The Asylum Emporium
Ocena redakcji:

Gy trzy lata temu w okolicach sierpnia, zupełnym przypadkiem sięgnęłam po album Emilie Autumn -"Opheliac“, byłam zachwycona i do końca wakacji słuchałam już tylko utworów spod szyldu Amerykanki. 24 lipca bieżącego roku, artystka wydała swój trzeci długogrający album. Czy gdybym poznała ją dopiero teraz, to oczarowałaby mnie w równym stopniu co kiedyś? Sądzę, że tak.

Muzyka Emilie nie jest łatwa w odbiorze, jest dość specyficzna i to chyba powie każdy, kto choć przez chwilę z nią obcował. Albo ją pokochasz, albo znienawidzisz i prawdopodobnie nie dasz jej już drugiej szansy. W moim odczuciu najdelikatniejszą płytą w dorobku Emilie była „Enchant“, „Opheliac“, to album zdecydowanie bardziej agresywny. „Fight Like a Girl“ to połączenie tych dwóch krążków dających nową jakość. Znajdziemy tu bowiem i utwory bardziej agresywne i spokojne.

Na najnowszym krążku znajdziemy 17 - sporo, choć Emilie słyneła z rozbudowanych albumów. Czy jednak ilość nie została przełożona nad jakość? Zdecydowanie nie. Z jednej strony to album okrywczy, świeży, z innej dość standardowy dla tej artystki, a wchodząc głębiej- niesamowicie piękny. Zaczyna się od tytułowego „Fight Like a Girl“- czyli mocny przytup, tak oto walczą dziewczyny. Następnie „Time For Tea“, to już naprawdę standard dla Panny Autumn, brzmieniowo bardzo blisko do „Opheliac“- czyli mrocznie i psychodelicznie. I tylko po to by przystopować w „4 O’Clock Reprise“, które w 2008 roku znalazło się na EP’ce, teraz mamy okazję usłyszeć jego instrumentalną wersję, zaraz po nim równie nastrojowe „What Will I Remeber“

Artystka nie daje nam jednak na długo odsapnąć "Weź tabletkę krzyczy w "Take the Pill“, czyli codzienne życie mieszkańców szpitala psychiatrycznego. Tempa nie zwalnia także w „Girls Girls Girls“ czyli chodź obejrz dziewczyny z Azylu, na pewno Ci się spodobają. Majstersztyk w czystej postaci. Emilie rozpuszcza nas w swojej burlesce aby juz po chwili zatopić nas w spokojnych dźwiękach "I don't understand". Zaczynające się od brzmienia bębnów  „We Want Them Young“ wprowadza nas w połowę albumu. Dalej jest równie interesująco- mroczne "If I Burn" rozbudowane "Scavenger", nastrojowe "Gaslight", niespokojne "The Key" a później epicentrum w postaci "Hell Is Empty". Coraz spokojniejsze utwory upewniają nas, że zbliżamy się do końca albumu, ale zanim to jeszcze piękne "Goodnight, Sweet Ladies" oraz zamykające płytę "One Foot in Front of the Other", które dopełnia singowego utworu.

Emilie brzmi dokładnie tak jak chciała, rodem epoki wiktoriańskiej pełnej cienia i szaleństwa, umiejętnemu tworzeniu nastroju i muzyki nie można odmówić równie przejmujących tekstów. Nie zabraknie tematyki śmierci ani rozważań bliskich filozofii-"Gdybym nigdy się nie narodziła(...) Czy miałoby to jakiekolwiek znaczenie?“- pyta w utworze „What Will I Remember?“. Ciężko opisać za pomocą słów album tak złożony, który jednocześnie wymyka się typowym próbom definiowania. Najnowszy album Emilie to muzyka, przed którą chce się uklęknąć dziękując za to,że ktoś zechciał stworzyć tak piękne dzieło. Fanów Emilie i eksperymentalnego grania, dłużej nie trzeba jak sądzę przekonywać.


Monika Matura

http://www.infomusic.pl

Wyszukiwarka recenzji

mikrofon