Cieplarnia - "Przebudzony"
Włożyłam ten krążek do odtwarzacza i długo nie byłam w stanie nic o nim napisać. Przeżywałam. Od słuchawek zaczęły mnie boleć cebulki włosów a uszy przyrastać do głowy. Dopiero po paru godzinach udało mi się oderwać od tego wciągającego zarówno pod względem muzycznym jak i literackim krążka.
Tytułem wstępu: Cieplarnia to projekt nowy, ale nie do końca. Muzycy tworzący ten zespół (Maciek Dobosz - wokal, K. Damhirsch - gitara, teksty, muzyka; Maksymilian Kruczek - gitara basowa; Jacek Grosman - bębny) przed Cieplarnią współtworzyli kilka innych projektów muzycznych o różnorakich orientacjach muzycznych, zawsze jednak z podtekstem nowofalowym. No bo przecież z tego gruntu wyrośli, a jak wiadomo czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na stare lata trąci. Dlatego nie doszukujcie się w twórczości Cieplarni klimatów house, techno, rave, italo disco czy reggae. Pochodząca z Rzeszowa Cieplarnia to nowa fala w czystym tego określenia znaczeniu. Dominuje mrok i chłód podany, w odróżnieniu od post-punka, w łagodnej miejscami popowej formie i czysty technicznie śpiew. Zdecydowanie cofnięty i pobrudzony wokal, ustępujący miejsca gitarze basowej sprawia, że od porównań z nową falą z połowy lat 80. zespół z pewnością już nie ucieknie. Ale myślę, że uciekać nie chce. Bo "Przebudzony" to album stworzony celowo z myślą o odtworzeniu klimatu tamtych lat, zapomnianych brzmień i harmonii oraz charakterystycznego, lekko neurotycznego - jak ja to nazywam "do wewnątrz" - sposobu wyrażania emocji. Rzekłabym nawet przywróceniu świetności tego gatunku w Polsce. Zrodzony z sentymentu i tęsknoty za dekadą, w której powstały solidne fundamenty pod polską muzykę tworzoną dziś, w której żyli i tworzyli tacy prekursorzy gatunku jak ś.p. Grzegorz Ciechowski i Republika, Brygada Kryzys, Aya RL, Tilt, Madame, Siekiera, Variete, 1984, Aurora, Cytadela, One Million Bulgarians, Kult. I choć część z dokonań tych grup, ze względu na słabą jakość nagrań, cenzurę lub brak środków finansowych, nigdy nie ujrzała światła dziennego to jednak budowała jakąś tajemnicę, tworzyła żywą legendę.
Cieplarnia również jest pewną zagadką. Wyczuwam ją intuicyjnie, kiedy piszę kolejnego mejla do mieszkającego w Chicago wokalisty, ale również wtedy gdy słucham poetyckich traktujących o głównie o uczuciach i zależnościach tekstów K. Damhirsch'a. I wtedy, kiedy dokonuję ich przekładu na własny język, a zwłaszcza gdy próbuję dociec skąd wzięła się sama nazwa zespołu (od tytułu książki Briana Aldissa). Najbardziej niepokojące są gitary, zappowska ekspresja, brud, poruszająca neurony inercja i ta przykuwająca uwagę fioletem grafika. Mam ochotę zgłębiać tę tajemnicę, czym prędzej przeczytać tę książkę i odkrywać Cieplarnię na nowo. Ale nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie skrytykowała: momentami z niektórych utworów wieje nudą ("Aberracja"). Jednostajny, monotonny rytm tego kawałka niepotrzebnie mnie zabija!
Czyżbyśmy mieli do czynienia z "przebudzeniem" pozostającej do tej pory w letargu nowej fali?
Mocno wierzę w to, że tak. Ja również mam sentyment do lat 80. Wtedy dorastałam, próbowałam życia i muzyki. W tych "cieplarnianych" warunkach. Zwiastowały to już jakiś czas temu nieśmiało sięgające do owej stylistyki polskie i zagraniczne zespoły: New York Crasnals, Interpol, Yeah Yeah Yeahs, ale po premierze Cieplarni odrodzenie musi nadejść.
Ewa Kuba
http://www.infomusic.pl
Opinie czytelników: 0 komentarzy
Dodaj swoją opinię