muzyka, koncerty, gitary
 
 
 

Michał Rudaś - "Shuruvath"

Michał Rudaś - "Shuruvath"
Styl: Etno/World
Rok wydania: 2009
WWW artysty: http://www.michalrudas.pl
Wydawca: My Place
Ocena redakcji:

Już na wstępie chcę zaznaczyć, że debiutancki album Michała Rudasia “Shuruvath” to jak dla mnie solidne zaskoczenie ostatnich miesięcy. Nie będę w tej kwestii powściągliwy czy zdystansowany, hamując własne emocje. Od lat bardzo sobie cenię takie gatunki, jak: hindi-pop, etno czy wszelakie world music, tak więc wszelakie krążki z etnicznymi naleciałościami budzą moje zaciekawianie. Temat nie należy do najprostszych w realizacji i bardzo łatwo się na nim wyłożyć, popadając w pewne producenckie klisze. Z drugiej strony bez sensu aby Zachodni muzycy realizowali materiał wierny np. pakistańskim korzeniom, udając kogoś kim tak naprawdę nie są. Sztuka to odnaleźć poziom, którego nie trzeba będzie się wstydzić, ale bez popadania w hermetyczność czy muzyczny bełkot. Nie piszę nic odkrywczego, ale ta prostota (nie debilizm) jest najtrudniejsza do osiągnięcia.

“Shuruvath” to bajkowy świat, rozciągnięty pomiędzy bhangra, arabesque, Bollywood i europejskim popem. Próba odważna i co najważniejsze udana. Największa w tym zasługa bogatego instrumentarium (bansuri, darabuka, sarangi, kabasa, udu itp.), wyważonych aranżacji, przejrzystych/wymownych tekstów, no i oczywiście świetnego wokalu. Rudaś potrafi zinterpretować polskie słowa w taki sposób, że tworzą jedną całość z hinduską estetyką, a co najważniejsze śpiewa również w języku hindi.

Jeśli komuś się wydaje, że Michał Rudaś to taki rodzimy Tarkan czy Arash, to popełnia duży błąd. To zupełnie inna kategoria. Mamy tu wprawdzie piosenki stricte singlowe (“Chcę żyć”), ale jest tu wiele miejsca na kompozycje dużo bardziej rozbudowane (“Pozwól napatrzeć się na Ciebie”, “Baśń o dwojgu”). Poza tym estetyka “Shuruvath” posiada bardziej mistyczny charakter. Najłatwiej porównać produkcje Sztaby i Bilińskiego do dokonań Franka Petersona (płyta Harem), Simona Emmersona czy pewnych dokonań Stuarta Chatwooda. Wbrew pozorom obecna tu elektronika jest dość oszczędna, będąc raczej dopełnieniem niż głównym aktorem. Zdecydowanie nie ma jej tak dużo jak w przypadku autorskich albumów Claude Challe, Al-Pha X oraz Rhysa Fulbera. Dzięki temu płyta jako całość jest nad wyraz miękka, uciekając od elementów muzyki tanecznej.

Spotkałem się z opiniami, iż parę nagrań przywodzących na myśl akustyczny-pop niezbyt pasuje do charakteru “Shuruvath”. Osobiście uważam, że owe nagrania są na tyle ciekawie przedstawione, iż stanowią pomost i pewien punkt odniesienia. Nadają koloryt, emanując przy tym dużą swobodą.

Początkowo album sprawia wrażenie zbyt długiego, jednak tak naprawdę ciężko jest wytknąć jakąś zbędną kompozycję. Nie jest to wprawdzie materiał dla ortodoksów czy wszelkich muzycznych malkontentów, ale trudno obecnie znaleźć na polskim rynku krążek tak pełen wyobraźni i tak odważnie przełamujący nudę.

Mikołaj Florczak

http://www.infomusic.pl

Opinie czytelników: 4 komentarze
+ dodaj swoją opinię
!?

Powiedz Tylko Slowo ma bardzo ladny poczatek grany na czyms co brzmi jak... no wlasnie nie wiem co...dzwoneczki?

MTD (2009-10-13 12:04:51)
skarb

Michał Rudaś to prawdziwa perła pośród wieprzy w polskim przemyśle muzycznym... a płyta jest mocarna.

emaus (2009-10-09 10:38:39)
Dajesz mi mnie

zawodowa płyta

ILuzjon (2009-10-06 12:37:46)
Brawo!!!

Kilka naprawdę mocnych i dobrych nagran... nawet interpetacja Mast Kalandar wyszła tak, że bym nie poznał, ze to Polak.

GlobeTrotyl (2009-10-06 11:15:31)
Dodaj swoją opinię
Ocena czytelników:
liczba głosów: 44
Moja ocena:
zobacz profil: Michał Rudaś

Baza artystów A-Z

reklama