Hoodoo Band - "Hoodoo Band"
Jeśli ktoś poszukiwał nowej, świeżej odsłony dla mieszanki muzycznej stworzonej z jazzu, bluesa i dużej dawki funku, z nawiązaniami do stylistyki i brzmienia z lat 70., 80. to debiutanckie, dwupłytowe wydanie wrocławskiego zespołu HooDoo Band powinno mu przypaść do gustu. Nie wiem czy o zjawisku już można mówić, ale gdyby, to ta formacja z pewnością jest wydarzeniem niecodziennym na polskiej scenie muzycznej. Za pomocą albumu, o jakże oryginalnej nazwie „HooDoo Band”, panie i panowie z zespołu zaprezentowali słuchaczom nie tylko swoje studyjne oblicze, ale również teledysk oraz fragment koncertu na żywo, zarejestrowanego w Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej, gdzie, jak wiemy, nie gra „byle kto”.
Kompozycje zawarte na pierwszym krążku, bo o nim będę pisać, to głównie utwory autorskie, w znacznej mierze skomponowane przez wokalistę Tomasza Nitribitta oraz perkusistę Bartosza Niebieleckiego. Utrzymane są w umiarkowanych tempach, z dużym naciskiem na sekcję rytmiczną, dzięki czemu ich muzyka uzyskała efekt bujania i falowania.. Takich utworów z pewnością świetnie słucha się po godzinach w klubie w kameralnym otoczeniu.
Na najlepsze i najbardziej reprezentatywne wybrałam trzy utwory. Otwierający płytę cover Ohio Players „Fire” od razu wprowadza w klimat zachowany konsekwentnie do samego końca. Świetnie dobrane instrumenty, fajny pulsujący rytm i zgrane wokale to główne walory nie tylko „Fire”, ale i całej płyty. Drugi z kolei – „He’s just a doggie” – ma tak charakterystyczny i zapadający w pamięć refren, że dla mnie stał się on wizytówką HooDoo Band i czasem łapię się na tym, że gdzieś tam go sobie nucę pod nosem. I ostatni, zatytułowany „Fight no more”, jest moim zdaniem utworem najlepszym na tym krążku.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto napisać, bo odejmuje „HooDoo Band” punkty, a właściwie nie rzecz a wokal, do tego główny. Mimo zabaw głosem, które są naprawdę fajne, a przynajmniej ja lubię gdy wokaliści robią coś więcej niż tylko poprawne wyśpiewanie melodii, nie podoba mi się barwa Tomasza Nitribitta. Ten wokal jest dla mnie zbyt płaski i niestety na dłuższą metę męczący swoją jednowymiarowością. Ciekawa jestem jak by to wszystko brzmiało z innym wokalem. Aaaaale!, jedno trzeba przyznać – głos ma bardzo charakterystyczny i raczej nie musi się martwić, że z kimś się go w Polsce pomyli.
Monika Konieczna
http://www.infomusic.pl
Opinie czytelników: 1 komentarz
+ dodaj swoją opinię
tytuł
z każdym kolejnym przesłuchanym numerem byłam coraz bardziej zaskoczona jaka to świetna płyta. Alicja również jak najbardziej na plus. tak trzymać!
anneke
(2011-11-24 12:48:43)
Dodaj swoją opinię