Air - "Love 2"
Dwa lata od ukazania się "Pocket Symphony" francuski duet elektroniczny Air wypuścił na rynek kolejny krążek. W powietrzu zapachniało miłością. "Love 2" bo tak nosi najnowsza produkcja Nicolasa Godina i Jeana-Benoît Dunckela zawiera dwanaście kompozycji nagranych w prywatnym studio tandemu Air - Altas.
To pierwszy album grupy napisany po części „na gorąco”, co słychać w mocniejszych numerach typu "Be a Bee" (z wyjątkową, dynamiczną perkusją) czy "Do The Joy", stanowiących zupełne przeciwieństwo minimalistycznych medytacji "Pocket Symphony". Po eksperymentalnej stylistyce poprzedniej płyty pełnej dalekowschodnich brzmień (zainspirowanych Japonią i zespołem Japan) "Love 2", to powrót do rozpoznawalnego brzmienia Air inspirowanego latami 70. i 80. Cudowni chłopcy z Air odkurzyli wysłużone brzmienia analogowego mooga, korga, wokoderów i stworzyli bardzo zrównoważony materiał instrumentalno-wokalny. „Ta płyta - mówi Nicolas - jest znacznie bardziej energetyczna, żywa i swobodna”. Jean dodaje: „Uważam, że brzmi świeżo i o to nam chodziło. Nie staraliśmy się świadomie obrać kursu, lecz wyprodukować żywy, dynamiczny materiał.” Inspiracje do jego nagrania znaleźli w najbliższym otoczeniu studia: drzwiach, ścianach, oknach, ulicach, drzewach.
Air zaczęłam słuchać w 1998 roku, od płyty "Moon Safari". Wydana w 2004 roku "Talkie Walkie" była pierwszą płytą Air, którą sobie całkowicie odpuściłam. Brakowało mi w niej tego czegoś za co pokochałam "Moon Safari". Z "Love 2" jest inaczej. Słuchałam tej płyty naprawdę sporo razy i każdy kolejny kawałek zaczarowuje mnie tak jak kiedyś czarowały "Sexy Boy", "All I Need" czy "Kelly Watch The Stars". Nie ma tu co prawda ani jednego kawałka na miarę największych hitów sprzed lat, ale nie ma też bolesnych wpadek. Płyta w całości poświęcona jest narkotycznej wizji zachwytu nad kobietą. Stąd jej liryczny i smutny charakter, który jest w stanie wywołać u słuchacza kolejne fale nostalgii i pootwierać rozmaite dawno nieużywane klapki w mózgu. Dawno nikt nie napisał tak lekkich i kosmicznych piosenek, których przebojowość nie jest tak oczywista jak budowa cepa, lecz ujawnia się dopiero po kilku przesłuchaniach (vide: „Sing Sang Sung” czy „Heaven’s Light”). Rozczarowana kolejnymi wynalazkami sceny indie-rockowej (niecierpię tego określenia), i eksperymentalną elektroniką dołączam oto do - jak zauważyłam wąskiego, ale zacnego - grona klakierów, którzy biją brawo Air obiema łapkami.
Ten kto ponad 11 lat temu zakochał się w "Moon Safari", dziś po przesłuchaniu "Love 2" może śmiało powiedzieć sobie pod nosem: "stara miłość nie rdzewieje". Nigdy.
Ewa Kuba
http://www.infomusic.pl
Opinie czytelników: 1 komentarz
+ dodaj swoją opinię
Luiza section
Nowoczesne studio nagraniowe, świetne aranżacje, cóż jednak z tego jeśli efekt jest zaledwie poprawny? Po dwukrotnym przesłuchaniu płyty żaden utwór nie zapada w pamięć, co przy wcześniejszych albumach się nie zdarzało.
Ahmedos
(2009-12-17 13:18:20)
Dodaj swoją opinię