The xx - "xx"
Wiele osób mówi, że dzisiaj w muzyce nie da się już pokazać nic nowego, że można tylko w odpowiedni sposób naśladować swoich muzycznych guru. Niestety większości projektów brakuje oryginalności, tego czegoś, co sprawia, że aż chce się ich słuchać. The XX pokazują, że można porwać całą Europę nie grając nic odkrywczego, lecz wystarczająco ładnie "ubranego", aby się wybić ze swoistego muzycznego "wyścigu szczurów" w którym biorą udział wszystkie początkujące zespoły. Czwórka zaledwie dwudziestoletnich Anglików wydała 17 sierpnia swój debiutancki album zatytułowany po prostu "XX".
Na tym wydawnictwie słychać inspiracje nie tylko takimi zespołami jak The Cure, New Order (lata 80'), Pixies lub Portishead (90'), lecz przede wszystkim wykonawcami typu Aaliyah czy CocoRosie.
Po pierwszych kilku przesłuchaniach płyty pozostaje jednak pewien niedosyt, wszystkie kompozycje zlewają się ze sobą, dłużą, przez co trudno się skupić na pojedynczych utworach. Dopiero po jakimś czasie zaczynają się wyłaniać faworyci, tak jak na tej płycie przede wszystkim utwór "Crystalised", który był wydany jako pierwszy singiel Londyńczyków.
Sama płyta jest bardzo wyciszona, tworzy spokojny klimat, a ciepłe i zmysłowe głosy obojga wokalistów w bardzo dobry sposób się ze sobą mieszają, tworzą jakby dialog.
Liryki traktują przede wszystkim o różnych aspektach i odcieniach miłości oraz seksu, co dodaje płycie niejakiego uroku, tworzy ją bardziej spójną z delikatną warstwą instrumentalną, a wydawnictwo to jest bardziej przystępne dla słuchacza, ponieważ dotyczy rzeczy stałych, niezmiennych.
Na całej XX dominują sample i widać, że zespół będzie na następnych wydawnictwach zmierzał bardziej w kierunku muzyki elektronicznej, odcinając się w coraz większym stopniu od klasycznego zestawienia gitara, bas, perkusja, które tutaj momentami jest jeszcze bardzo dobrze słyszalne. Słucha się tego niezwykle przyjemnie, lecz jednak ciągłe wrażenie, że to już było może odstraszyć bardziej wymagających słuchaczy od skosztowania muzyki serwowanej przez the xx.
XX nie jest płytą złą. Można powiedzieć więcej, jest płytą co najmniej dobrą, lecz słychać, że młodzi Anglicy ciągle szukają swojego złotego środka, aby ich muzyka była unikatowa i niepowtarzalna. W tym momencie jest to jeszcze zlepek wykonawców na których się wzorowali, naprawdę dobry, lecz ciągle niestety tylko zlepek.
Jacek Ziobroń
http://blogmuzyczny.ownlog.com
Opinie czytelników: 0 komentarzy
Dodaj swoją opinię