Ciężko jest ukryć emocje towarzyszące wyjściu płyty takiej uznanej marki, jaką jest z pewnością The National. To już piąte wydawnictwo Amerykanów i nie da się ukryć, że ten zespół jest jak wino- im starszy tym lepszy. Potwierdza to wydane na początku maja "High Violet".
Płyta urzeka od samego początku. Kompozycja otwierająca, jaką jest "Terrible Love" idealnie wręcz przedstawia muzykę zawartą na tym krążku. Jest na nim wszystko, co być powinno. Zaczynając od niesamowicie ciepłego, spokojnego głosu Matt'a Berninger'a, przechodząc przez hipnotyzujące wręcz partie perkusyjne, opierające się na bębnach, idąc dalej, do delikatnych, rytmicznych akcentów pianina, a kończąc na produkcji, którą zajął się, podobnie jak w przypadku płyt "Alligator" i "Boxer"- Peter Katis.
Jest to z pewnością najdojrzalsza z dotychczasowych płyt The National. Przeskoczyła ona nawet, co mogłoby się wydawać prawie niemożliwe, poziom wcześniej przytoczonego "Boxera". Słychać, że panowie nie próżnują i że od wyjścia ostatniej płyty (22 maja 2007 roku) włożyli naprawdę dużo energii i pracy w stworzenie tak świetnego materiału, jakim jest "High Violet".
Wydawnictwo to zawiera niesamowicie wiele pięknych melodii, które tworząc specyficzny dla The National klimat, przenoszą nas do pustego budynku kina lat czterdziestych, kina pachnącego papierosami, kina grającego filmy spod znaku Casablanki.
Nieskomplikowane partie perkusji, opierające się głównie na bębnach, dodają muzyce charakteru i mimo swojego spokoju, którym to wydawnictwo jest przesiąknięte, sprawiają, że całość staje się bardziej doniosła, a nadając jej tempa, powodują, że muzyka zawarta na tym albumie po prostu płynie, leniwie zostawiając za sobą codzienne, nieważne sprawy, które wracają do priorytetów dopiero po wyłączeniu odtwarzacza.
Do tego wszystkiego dochodzą, wspomniane już wcześniej, niezwykle ciepłe partie wokalne Matt'a Berninger'a, który swoim hipnotyzującym głosem tworzy niecodzienną aurę dającą poczucie bezpieczeństwa i pewności, a w raz z warstwą muzyczną sprawiającą, że utwory zawarte na "High Violet" przestają być tylko dźwiękami i zaczynają ożywać w głowie słuchacza jako piękne obrazy, do których ciągle chce się wracać.
Muszę szczerze przyznać, że w momencie, gdy zorientowałem się, że płytę "Boxer" znam na pamięć, zacząłem obawiać się, że kolejny krążek tego zespołu nie zachęci mnie do tego samego. Już w tym momencie jestem pewien, że pomimo mojej bardzo dobrej znajomości tego materiału, na pewno poświęcę mu jeszcze dużo czasu, ponieważ wiem, że "High Violet" na to całkowicie zasługuje. Żadna płyta od długiego czasu aż tak bardzo mnie nie uwiodła i rozkochała, jak najnowsze dokonanie The National, co czyni ją moją płytą roku 2010 i najlepszą w dorobku zespołu.