muzyka, koncerty, gitary
 
 
 

Faithless - "The Dance"

Faithless - "The Dance"
Styl: Electronic/Dance
Rok wydania: 2010
WWW artysty: http://www.faithless.co.uk
Wydawca: PIAS Records
Ocena redakcji:

Tym razem w wersji skrótowej  i kompaktowej. Nie z tego względu, że Faithless nie lubię - a lubię i to bardzo, wiernie od 1996 roku. Po prostu o The Dance trudno napisać coś więcej niż dotychczas, a tym bardziej z powiewem świeżości. Jeśli ktoś mnie zapyta jak to jest z nowym Faithless, to mu odpowiem: jest lepiej, kuracja przynosi pozytywne rezultaty!

Rollo i ekipie udało się wysmażyć dobrą płytę - wyraźnie lepszą niż przeciętne To All New Arrivals. Zdecydowanie na pozytywny obraz The Dance ma wpływ pierwsza połowa krążka, która emanuje humorem i dystansem do sceny tanecznej. Nawet początkowo trochę drętwy singiel w wersji albumowej nabrał innego wymiaru. Potem pojawiają się na wskroś kopnięte “Feel Me” (z wokalem rodem z Talking Heads) oraz reaggowe “Crazy Bal’Heads”. Wprawdzie w tym wszystkicm słychać odejście od tej subtelniejszej strony muzyki tanecznej i brakuje tu chociażby pewnej spójności (pomijając bliźniaczość pod względem aranżu) która cechowała np. No Roots.  W ramach świadomej rekompensaty band wplótł  kilka naprawdę porywających partii syntezatorowych (pod tym względem Sister Bliss nigdy nie zawodzi), nadających płycie charakterystyczny feeling oraz odpowiedni energetyczny szlif od którego skręca się mózg. Nie przeszkadza w tym wszystkim fakt, że część kawałków wypada podobnie do siebie, sprawiając wrażenie wariacji jednego tematu niż samonapędzające się produkcje. W tym wypadku liczy się dobra nośność na fali i chwała im za to! Swoisty moment kulminacyjny to solidny i czysto anthemowy track “Tweak Your Nipple” - bardzo mu blisko do najlepszych wypieków Faithless. Adrenalina w żyłach płynie i jedyną rzeczy, która sprawadza na ziemię to sprany, sztucznie ambientowy i niepotrzebnie rozciągnięty “Flyin Hi”. Ten track oraz “Love Is my Condition” to propozycje, które zgrzytają, ciążą oraz utrudniają spojrzenie na The Dance jako jednolitą płytę od początku do końca. Nie piszę, że są fatalne, jednak wsadzenie ich do środka (pomiędzy wysokooktanowe tracki) przypomina jakiś emocjonalny zjazd po solidnej dawce kofeiny lub alkoholu. Nienawidzę takich momentów, rozpieprzania zgrabnej konstrukcji tak zbędnymi elementami.

Na plus należy zdecydowanie zaliczyć brak społecznych treści, które w ustach Maxi Jazza zawsze brzmiały jak banialuki oraz nieoglądanie się na taneczny chłam z Holandii (dobór remixerów wskazywał na co innego). Wydawnictwo z rekomendacją, wystawiąjace Faithless kredyt zaufania na przyszłość. Sister Bliss i Maxi Jazz wyglądają na okładce jak dwa monumentalne pomniki z krainy wiecznej euforii oraz uniesienia. I chyba ten obrazek najlepiej oddaje atmosferę jaka panuje na płycie.

Mikołaj Florczak

http://www.infomusic.pl

Powiązane recenzje: Faithless

Faithless - "Faithless Forever" Faithless - "To All New Arrivals" Benny Benassi - "Toolroom Knights"
Opinie czytelników: 2 komentarze
+ dodaj swoją opinię
Bo do tanga trzeba dwojga

Subtelnie prowokacyjny tytuł kolejnego dzieła Faithless, daje nam wystarczający powód do zadumy nad faktem, czy aby Sister Bliss i Maxi Jazz zaczęli nagle uprawiać czystej maści dance. Nic podobnego. Brytyjski duet, w swojej twórczości zawsze odstawał od germańskich koleżków z branży, którzy proponowali tandetną łupankę euro-dance. Na początku drugiej połowy lat 90, Faithless zaproponował, intrygujący, nieco mroczny kolaż house\'u, chłodnego ambientu skojarzonego z rytmami techno. Bardziej dociekliwi recenzenci i słuchacze, dopatrywali się nawet powiązań z atmosferą niepokoju spod znaku bristol-sound. A \"Reverence\" z 1996 roku do dzisiejszego dnia pozostaje jednym z najciekawszych krążków tamtych czasów. Nie inaczej jest z całkiem znośnym repertuarem \"The Dance\", aczkolwiek drżałem gdy dowiedziałem się, iż nad singlem promującym to wydawnictwo, sprawowali piecze dwaj nadworni didżeje współczesnego dance-house, Eric Prydz i Armin Van Buuren. Bez obaw. Faithless zachowuje swój styl w każdym calu oddalając się od wszelakiej spuścizny dzisiejszej muzyki tanecznej. Tak więc \"Not Going Home\", to najlepsze potwierdzenie charakteru \"The Dance\", podobnie z resztą jak przaśny \"Feel Me\", kojarzący się bardziej z ostatnimi dokonaniami Chemical Brothers. Jest i nawet czystej maści reagge w \"Crazy Bal\'heads\" i dwa całkiem fajne, trance\'owe utwory z anielskim głosem Dido, (\"Feelin\' Good\", \"North Star\"). Nie znajdziemy tutaj brzmieniowej przesady pierwszego, lepszego tanecznego albumu. Jest zatem, dystans, szacunek dla słuchacza, prywatna przestrzeń i wytchnienie. Poszczególne kompozycje nie męczą i nie zobowiązują, gdyż różnią się od siebie pod względami brzmieniowo-aranżacyjnymi. I w tym ich siła. Te dziesięć fragmentów, tworzy swego rodzaju konceptualną całość, wprost wymarzoną do posłuchania na plaży i w zaciszu domowych pieleszy. Czegóż chcieć więcej?

Art (2010-07-12 14:04:34)
Tweak

Czułem ze Tweak Your Nipple bedzie 2 singlem.

Glutonfobia (2010-07-11 03:20:00)
Dodaj swoją opinię
Ocena czytelników:
liczba głosów: 34
Moja ocena:
zobacz profil: Faithless

Baza artystów A-Z

reklama