Mystic Diversions - "From the Distance"
To czego Mystic Diversions dokonało na „From the Distance”, świadczy o tym, iż grupa przez ostatnie dwa lata nie próżnowała i wyciągnęła wnioski z popełnionych błędów. Zbyt intensywne skupianie na „barwności” kompozycji, eklektyzm i brak jasnej koncepcji, wprowadzały na wydawnictwie „Colours” swoistą dysharmonię i niejasność, budząc w słuchającym dość mieszane odczucia. Fakt faktem, trójka Włochów odwaliła kawał fachowej roboty, serwując takie perełki jak „Water”, „Chara Mystic” czy też „E Pa Pa”, lecz prawdę mówiąc nadmierna efektowność rozmywała wizerunek płyty.
Tym razem obrano trochę inną drogę, do pewnego stopnia odżegnując się od wszelkich etno-naleciałości, trzymając na dystans i rezygnując z nadmiernej ilości dźwiękowych „przypraw”. Producenci z Florencji i Rzymu, wykreowali coś co jest dużo bliższe Europejczykowi, niż nawet najbardziej wymyślne zabawy z hindi-popem, latin-jazzem lub dubem. Emanująca z piętnastu kompozycji śródziemnomorska bryza, letnia aura a także uczucie lekkości, tworzą udane dopełnienie dotychczasowego dorobku Mystic Diversions. Co istotne, na „From the Distance” udało się ustrzec bolączki wielu współczesnych projektów lansujących muzykę chillout – plastikowego brzmienia. Kompozycje są pełne życia, cechuje je umiejętność wykorzystania syntetycznego instrumentarium a także nieszczędzenie miejsca muzykom z krwi i kości – ponad dwudziestoletni warsztat Mike Francisa daje o sobie znać. Ważną rolę tutaj odgrywa utrzymanie napięcia na wyrównanym poziomie, zaś stylistyczne podobieństwo utworów absolutnie nie przeszkadza w ich rozróżnieniu. Duże przestrzenie, linie melodyczne wspierane ciepłymi wokalami, niespieszne tempo oraz odpowiednio dawkowana egzotyka, tworzą przystępne i ciekawe w smaku „danie”.
Począwszy od „Winter’s Gone”, nawiązującego w swej początkowej fazie do dokonań Enigmy, a na instrumentalnym „Dance of the Seven Veils” skończywszy, uczestniczymy w pociągającej podróży, gdzie dobrane elementy tworzą sielankowy klimat („Petite Fanny” stanowi jakby kwintesencję owej niewinności). Na tle całości nad wyraz interesująco wypada „Valerie”, kompozycja pierwotnie napisana z myślą o albumie „Relax - Edition Two” niemieckiej formacji Blank And Jones, gdzie występowała pod tytułem „I Love You”. Różnica polega na tym, iż tu śpiewa ją Wendy Lewis, a tam udzielał się głównodowodzący Mystic Diversions – która wersja jest lepsza, to już kwestia dyskusyjna. Warto także wspomnieć o stonowanym „Raining In Baires” z sentymentalną partią na fortepianie oraz balladowym „High Above”, gdzie wokal Zammita buduje ujmujący nastrój. Za pewną ciekawostkę należy potraktować cover klasyka Chrisa Rea – „Josephine”. Kawałek wyprodukowany pod okiem Andy Kaufholda, Piet Blanka i Jaspa Jonesa, choć nie dorównuje oryginałowi, to jednak wprowadza pewną odmianę, pozostawiając pozytywne odczucia.
”From the Distance” stanowi udany etap w karierze Włochów. Nawet pomimo tego, że aranżacje nie odbiegają od głęboko zakorzenionych standardów, zaś atmosfera rodem z „przemaglowanego” Cafe Del Mar potrafi dać się we znaki. Ogólnie ujmując, album jako całość nie rozczarowuje…wprowadza powiew świeżego powietrza do dotychczasowego etno-tygla. Co istotne mamy tu do czynienia z bardziej spójną strukturą, pozbawioną niepotrzebnych stylistycznych „przeskoków”.
Mikołaj Florczak
http://www.infomusic.pl
Opinie czytelników: 3 komentarze
+ dodaj swoją opinię
Flight BA0247
Cudowna płyta. Dziwny wyjątek stanowi utwór 13. Flight BA0247 i te "och - ach" w tle....
facio
(2006-12-17 23:48:07)
campari soda
Janeiro jest zbyt typowe...ciekawsze sa inne nutki
Majkel
(2006-06-19 22:49:51)
bajka...
Bardzo przyjemna mieszanka. Z tą płytą odpływam jakby do pięknej bajki. Zamknijcie oczy - cudowny efekt. Janeiro - miłe wspomnienie ;-)
Ania
(2006-06-19 21:33:08)
Dodaj swoją opinię