Różni wykonawcy - "Electro Jazz Divas"
Tym razem w moje ręce wpadła niecodzienna składanka. „Electro Jazz Divas” to ciekawe połączenie chilaut-owych i clubowych rytmów z wyrafinowanym brzmieniem acid jazz-owych aranżacji i pięknych kobiecych głosów. Stylizowana bardzo nowocześnie okładka dyskretnie zachęca do odkrycia jej zawartości.
Samo brzmienie tego krążka jako całości nie jest niczym nowym. Jest jazzową odpowiedzią na popularne obecne trendy. Dużo akustycznego grania w opartej na loopach klimatycznej i bujającej rytmice. Takie pozycje, jak znany z ambitnych eksperymentów de-phazz, dodają całości powiewu świeżości. Połączenie tradycyjnej instrumentacji z klubowym duchem potrafi zaskakiwać. Ciemny głos Marleny Shaw wraz z brzmieniem Nathana Heinsa to świetna propozycja na wieczorne party. A zsamplowana Sarah Vaughan słuchana w samochodzie pozwoli odpłynąć w toni długiej drogi. Doskonale zmiksowany utwór „Lover Man” w wykonaniu tej artystki jest nie lada gratką z punktu widzenia „otwartości umysłu” jego producenta. Ciepłe brzmienia el.piana i wpleciony w nie scratching doskonale się uzupełniają. Nie brakuje w tym wszystkim jazzowej wirtuozerii. Rozkręcające brzmienie Jill Scott jak zawsze pewne, doskonale zrealizowane i pełne energii dodaje pozytywnych wibracji. Miłą i ciekawą niespodzianką jest pojawiająca się nieoczekiwanie Norah Jones. Wpleciona subtelnie w bujający sentymentalny groove rozciąga nad słuchaczem przyjemną aurę. Nie brakuje także ciemnych stron. Znajdą się i nudnawe, zawodzące utwory spod znaku „Mr Scruff”. Dochodząc do tej pozycji, za każdym razem przyciskam „skip” w połowie utworu. Jest to bodaj jedyny ciemny punkt w obliczu całości. Powoduje on bowiem, że słuchanie staje się mało ciekawe i monotonne. Na szczęście do końca mamy jeszcze sześć utworów. I tak dalej, składanka się rozkręca wprowadzając nas w pogodny „kręcący” klimat. Ostatnie utwory to senno-balladowy fragment cicho i delikatnie „zamykający” album. Dobrze skomponowana kolejność utworów płynnie prowadzi nas przez różne odmiany electro jazzowej przyjemności.
Album jako całość komponuje się bardzo ciekawie. Fakt, że podobnych przedsięwzięć mamy ostatnio prawdziwe zatrzęsienie, ale ogromną zaletą tej płyty jest wyrafinowany zestaw uznanych nazwisk. Sam tytuł „Electro Jazz Divas” idealnie oddaje ducha tego albumu, chociaż bardziej pasowało by „Chillout Jazz”. Czy oznacza to zastąpienie dotychczasowego terminu Acid Jazz nowym, Electro Jazz-em? Sądząc po zawartości krążka jest to raczej kosmetyczna zmiana wizerunku z lekkim ukłonem w stronę potężniejącego chillout`u.
Minusem tego wydawnictwa jest tekturowa okładka znana nam z niskobudżetowych produkcji. Swoją oprawą bardziej przypomina singiel niż „poważny” album. Mimo to jej zawartość jest godna uwagi. Jej podstawowym atutem jest różnorodność artystów. Mamy tutaj doskonale znaną, nieco agresywną Jill Scott i melancholijną Norah Jones. Zestawienie tych nazwisk to przyjemna niespodzianka, zwłaszcza dla tych, którzy cenią pomysłowe i niekonwencjonalne produkcje.
Bartek Szopiński
http://www.infomusic.pl
Opinie czytelników: 4 komentarze
+ dodaj swoją opinię
Pudelko
Moze i racja, ze nie lapie kurzu, ale wez taka plyte "archiwizuj" ani nie ustawna, ani nie trwala (pudelko). Jedyne co dobre, to, ze w samochodzie malo miejsca zajmuje.
Luz
(2004-09-16 10:15:11)
Sonic
Sonic naprawdę wydaje wyjątkowe składanki-składanki na poziomie.
Bakaliowy Robotnik
(2004-09-14 14:48:06)
Tektura
W moim przypadku preferuję takie własnie tekturowe pudełka, charakterystyczne dla szczególnych wydawnictw-poza tym nie matowieją tak szybko jak plastik, cholernie podatny na kurz.
AOR
(2004-09-10 14:43:47)
Dobra plyta
Dobra plyta, ciekawa recenzja. Szkoda, ze taka droga! :( Po lekturze, postanowiłem wydać na nią resztki kasy, ale niestety 80zl to chyba troche za wiele. No i okładka... faktycznie tekturowa! :(
Fan
(2004-09-08 21:22:58)
Dodaj swoją opinię
|