Ferry Corsten - "L.E.F."
Już niedługo, szacowne grono z brytyjskiego magazynu DJ Mag opublikuje listę „najlepszych” DJów mijającego roku. I tak samo, jak w przeciągu ostatnich lat, będzie to wykaz ignorancji i poziomu lekceważenia współczesnego rynku muzyki tanecznej. Po raz kolejny, pierwszą dziesiątkę zajmą praktycznie te same osoby, których sukces opiera się tylko i wyłącznie na popularności, emanowaniu blichtrem i oferowaniu błyskotek. Stało się to nudne i co najmniej irytujące. Poza Sashą, Carl Coxem i Hernan Catteneo, cała reszta to towarzystwo z innej półki jakościowej.
Jak do tej pory postać Ferry’ego Corstena wzbudzała moją sympatię poprzez połączenie komercyjnej strony w stylu Tiesto, z sięganiem w interesujące rejony muzyki elektronicznej. Jednak od czasu „Right Of Way” i maglowania swego toporno-oldskoolowego electro, podpieranego zbędnymi wokalami, facet ogólnie mówiąc zaczął się wypalać. To co oferuje na „L.E.F.” jest tego dobitnym przykładem.
Przedarcie się przez szesnaście przygotowanych utworów, można przyrównać do niedzielnej mszy w kościele lub, co najmniej obierania ziemniaków. Panuje tu nuuuuda, że głowę urywa! Jedyne, co towarzyszy podczas przesłuchiwania powyższego wydawnictwa, to łzy w oczach i niekontrolowane ataki ziewania. Marnotrawienie czasu i materiału na tak bezpłciowe kompozycje wywołuje żal i zatęsknienie za tym, co ten młody Holender potrafił kiedyś wyczarować. Utwory „Are You Ready”, „Galaxia” pozbawione jakiegoś istotnego elementu spójnego i wyraźnego tematu, to po prostu nieumiejętna powtórka pomysłów z albumu „Right Of Way”. Z kolei „Junk” to nic innego jak sprofanowanie świetnego kawałka „Punk”, tyle że z dodanymi rymowankami Amerykanina ukrywającego się pod pseudonimem Guru. Chyba jedynym i najbardziej przekonującym numerem jest singlowy „Fire”, gdzie wręcz w banalny i łopatologiczny sposób wykorzystano motyw z „Serious”, klasycznej pozycji Duran Duran. Utwór chwyta za pierwszym razem i wywołuje bardzo pozytywne emocje. Inną ciekawą propozycję stanowi „Freefalling”, wykorzystujące sample przywodzące na myśl płytę „Radioactivity” formacji Kraftwerk. Warto także zwrócić uwagę na „Beatiful”, „Daylight” i „Down On Love” – w niezobowiązujący sposób uwydatniają najciekawsze elementy „Loud Electronic Ferocious”.
Nawet przy mojej dużej sympatii oraz słabości do procesora dźwiękowego SID, który stanowi dużą podporę najnowszego dziecka Ferry Corstena, trudno jest mi spojrzeć na całość przychylnym okiem. Te jego melodyjne, archaiczne rozwiązania rodem z lat 80 teoretycznie powinny bawić, lecz trudno doszukać się tutaj talentu na miarę Roba Hubbarda czy Reyna Ouwehanda. UMEK, chcąc w swym utworze „Music Ventilator” uzyskać brzmienie tak charaktertyczne dla tamtego okresu i tej sceny muzycznej zrobił to w sposób znakomity. Tutaj mamy tylko szczątkowy zarys.
Mikołaj Florczak
http://www.infomusic.pl
Opinie czytelników: 4 komentarze
+ dodaj swoją opinię
to złe to złe i to też złe
wiecznie się nie podoba, magicy trance i wirtuozi klawiatury, pfffff
maxter69
(2009-10-31 05:22:25)
Out of the blue
Polecam posluchac peirwszy album System F od Ferry'ego Corstena. Swiezosc melodii i pomyslow, pelna energia
Martin
(2008-03-10 03:20:59)
Isolated
Czy zaden z zawartych tu utworow nie ma melodii z Isolated System f?
System G
(2008-03-10 02:57:42)
Put it Down
Paul van dyk zasluzyl sobie na peirwsze meijsce w liscie dj mag, ale tylk ozez wzgledu na wczesniejsze dokonania i albumy Seven Ways i Out There and Back. Obecne jego zabawy, wystepy w usa to juz kompletnie inna bajka, nie tej klasy. Tiesto?Dajmy se luz...armin tylk oczasami ma cos ciekawego. Full commercial union
Zygi Woopecker
(2006-09-05 19:18:57)
Dodaj swoją opinię