James Brown - "Dynamite X"
Brać ponownie na warsztat klasyczne pozycje Jamesa Browna jest decyzją wyjątkowo ryzykowną. Trudno bowiem przerobić lub po prostu odświeżyć coś co w swej strukturze i budowie stanowi esencje stylistyk groove, soul i funk. Fakt faktem, spotkałem wiele razy remixy, które wręcz w idealny sposób przenosiły wielki przebój w czasy współczesne, lecz wyszły one spod ręki osób, potrafiących nadać im nowego wyrazu. Felix da Housecat, Oakenfold, Junkie XL, Masters At Work, Carl Cox – to tylko kilku wykonawców zdolnych podołać takiemu zadaniu.
W przypadku wydawnictwa Dynamite X zabrakło tak dużego potencjału, czego rezultatem są wyjątkowo przeciętne produkcje. Czy nie mamy w tym momencie do czynienia z marnotrawieniem tak genialnego materiału? Niestety tak, gdyż na jedenaście kawałków góra pięć są godne uwagi. Reszta? Jak to reszta, przepada i trudno choćby przez chwilę o niej pamiętać. Najjaśniej z tego wszystkiego prezentuje się energetyczna wersja „Sex Machine”, ubarwiona rytmiką bossa-novy i elementami pędzącego na złamanie karku nu-jazzu. I nawet jeśli nie kryje w sobie takie czaru jak oryginał, to jednak wywołuje uśmiech na twarzy, zachęcając do małych podrygów. Równie udane prezentuje się remix Cay Taplana, który „Call Me Superbad” zaszczepił ducha latino, przemieszanego z funk charakterystycznym dla Browna. Następnie w kolejności mamy „Funky Drummer”, emanujący oldskoolem i ostrymi skreczami, przenosząc nas w przełom lat 80-tych oraz 90-tych. Idąc dalej do głosu dochodzi Captain Funk, serwując wyjątkowo charakterystyczną dla producentów z Japonii małą dawkę disco-electro. Ostatnie dwie najciekawsze propozycje, to remixy nagrania „Soul Power”. Pierwsza z nich stanowi zgrabny zastrzyk bujającego downtempo, znakomicie nadającego się na parkiet. Z kolei, jeśli chodzi o wersję numer dwa, oferuje ona coś na kształt leniwego acid-house, który na tle reszty stanowi pewne urozmaicenie.
Można mieć tylko nadzieję, że „Dynamite X” nie jest jedyną próbą wskrzeszenia starych nagrań Jamesa Browna i w przyszłości otrzymamy wydawnictwo godne jego talentowi. Na razie jest to kawałek czerstwej i mało emocjonującej muzyki.
Mikołaj Florczak
http://www.infomusic.pl
Opinie czytelników: 0 komentarzy
Dodaj swoją opinię