Managga - "Czaj Czaj"
Jak głosi wieść na stronie Karrot Kommando, Managga to tajemniczy kolektyw muzyczny z Tarragony, co dobrze obrazuje, uprawiany przez zespół, eklektyczny styl. Trzeba to po prostu obczaić, żeby dobrze wykumać.
Pomimo tego, że płyta kierowana jest do mocnego segmentu rastamanów i dreadziarzy, etykietka jest tylko pretekstem do ukazania, jak wspaniale można łączyć jamajskie wibracje z bluesem, neopsychedelią, brzmieniami orientalnymi, a nawet electro. Managga nie należy do ortodoksyjnych interpretatorów gatunku, za co należy mu się z miejsca duży plus – wszelkie eksperymenty mają u mnie za sam fakt ich dokonywania punkt więcej. „Czaj Czaj” jest płytą, którą trzeba odsłuchać przynajmniej kilka razy, żeby wyraźnie rozpoznać, że emanuje prawdziwie przemyślanym konceptem. Pomimo braku dobrej przestrzeni nagrań, przy dłuższym słuchaniu zaczyna liczyć się przede wszystkim melodyka, która jest naprawdę wyborna. Oczywiście płycie można zarzucić romans z popem, który bynajmniej nie jest wersją avant, jednak homogenizację brzmienia wynagradzają nam za to profesjonalne aranżacje. Rozmarzony sos, czasem przywodzący na myśl francuską scenę elektroniczną, czasem zaś wczesne dokonania rodzimego Homo Twist, jest bardzo przyjemny w słuchaniu. Silnym punktem jest tu wokal, sprawnie radzący sobie zarówno z rapem, co i z romantycznym feelingiem.
Nie jest to jednak płyta przełomowa, na polskiej scenie roi się wszakże od jeszcze lepszych projektów, jednak smaczki takie, jak post rockowe intro w kawałku „Spread Love” naprawdę mogą mile zaskoczyć każdego. Panie i panowie, Managga to nie blaga!
Konrad Szlendak
http://www.infomusic.pl
Opinie czytelników: 0 komentarzy
Dodaj swoją opinię