Arcade Fire - "Neon Bible"
Ameryka:raj na ziemi, czy raj utracony? Chyba raczej to drugie skoro "I don't wanna live in America no more". Zresztą Kanada zawsze wydawała się miejscem bardziej interesującym. Świeże powietrze, czystsze miasta, mikroskopijna przestępczość, mądrzejsza polityka i...sos klonowy. Z muzyką bywało różnie, bo to Stany miały większy potencjał, więcej do powiedzenia i zazwyczaj to one dyktowały warunki. Dzięki Arcade Fire
otrzymujemy jednak kolejny argument za przeprowadzką. I choćby był to argument jedyny, to warto się nad tym poważnie zastanowić. Oto bowiem grupa z Montrealu wraca z drugą, ponownie wyśmienitą płytą.
Początek sprawia wrażenie nieco wydumanego i pozbawionego świeżości, choć tak naprawdę to trudno powiedzieć, że jest to słaba piosenka. Chyba wszyscy byliśmy jednak świadomi, że trudno będzie pobić tak emocjonujące otwarcie jakim była "Neighborhood # 1". Nic to jednak. Absolutnie nie wolno nam wysiadać z tego rozpędzającego się pojazdu. Po prostu: "Keep The Car Running". Wciągajaca rytmika przypominająca trochę "Rebellion (Lies)". Dobry singiel.
"Neon Bible" to cicha, wyrecytowana zapowiedź tego, co może nas czekać jeśli złowrogie przepowiednie się spełnią. Nikłe są wówczas szanse na przetrwanie. "Intervention" to wraz z "No Cars Go" najlepsze pieśni na tej płycie. Monumentalne brzmienie, chóry, organy i dramatyczny śpiew Wina Butlera. To nie jest najwybitniejszy wokalista naszych czasów, ale ma coś wspólnego z Paulem Banksem. W ustach lidera Interpolu wyrwane wersy, pojedyncze zdania a czasem nawet słowa, nabierają zadziwiającej siły, zaczynają żyć własnym życiem skutecznie wbijając się w podświadomość.
Powstają w ten sposób poetyckie miniatury. Butler może aż takim mistrzem nie jest, ale gdy śpiewa: "do you know, where i was in your age", "MTV, what have you done to me", "I can taste the fear" czy "every spark of friendship and love will die without a home" uzyskuje podobny efekt.
"Ocean Of Noise" snuje się leniwie i kiedy już mamy zamiar ponarzekać trochę na płynącą z głośników monotonię, muzycy przypominają, że
wszystko na tym krążku ma swoje miejsce. Kanadyjczycy potrafią tak umiejętnie poprowadzić kompozycję, by ta nagle rozkwitła, rozbłysła
oślepiajacym blaskiem, wgniotła nas w fotel. To trochę tak, jak zbudować coś z niczego, choć w przypadku Arcade Fire "nic" to słowo raczej nie na
miejscu. Tam gdzie inni kończą ekperymenty z dźwiękiem zapraszając smyki, oni dopiero zaczynają, by uderzyć po chwili z siłą, z jaką
potrafi uderzyć jedynie orkiestra symfoniczna. W podobny sposób rozpisano "Windowsill" i przywałującą echa Elvisa "Antichrist Television
Blues". Obie utrzymane w tym samym klimacie: "don't wanna". Na koniec czeka nas jeszcze "My Body Is a Cage". Zostajemy oszołomieni potężnym, przejmującym dźwiękiem organ. Do takiego kościoła chętnie bym pochodził.
"Neon Bible" wyprodukowano podobnie jak "Funeral". Musiała więc powstać znakomita płyta. Raz jeszcze uzyskano niepokojące, przestrzenne brzmienie, kompozycje wzbogacone nutką szaleństwa, szczyptą obłędu i odrobiną piasku na asfaltowej nawierzchni. Najnowsze dziecko Arcade Fire, słusznie nazywanych jednym z najlepszych obecnie art-rockowych bandów, to perfekcyjnie skrojone utwory wypełnione pesymistycznymi w
wiekszości opowieściami. Opowieściami, które nawet jeśli nie są buntem to z pewnością zasługują na miano negacji i lamentu. Świat oglądany z
perspektywy Arcade Fire nie wróży nic dobrego. Salvation is not here!
Michał Pachniewski
http://www.infomusic.pl
Opinie czytelników: 3 komentarze
+ dodaj swoją opinię
no cars go
no cars go palce lizać... nie moze być inaczej: 5
sadi
(2007-08-16 22:50:16)
Neon Arcade
Neonowa biblia Arcade Fire
quatro
(2007-06-17 14:53:58)
Arcade Fire i Neon Bible
W ostatnim czasie powstala kupa zespolow w stylu Arcade Fire. Doslownie leb urywa.
Jimbo
(2007-06-15 11:41:37)
Dodaj swoją opinię