|
Cztery lata przyszło czekać na kolejne “obrady polityków tańca”, pod przewodnictwem niemieckiej gwiazdy euro-trance Paul van Dyka. Był to okres nader długi, a zarazem pracowity dla tego osławionego producenta, który wraz z Ferry Corstenem, Armin van Buurenem i Tiesto stanowi swoisty “dream team” komercyjnej muzyki tanecznej. Nieustanne występy w klubach całego świata, remixowanie zamówionych nagrań, dłubanie w materiale na własną płytę, zdjęcia, przyjęcia, wywiady i dziesiątki innych “przyjemności”, stanowiących kwintesencję bycia sławnym. Czas leci, a tu cały czas trzeba trzymać się w czołówce. Tak więc po entuzjastycznie przyjętej pierwszej części “The Politics of Dancing”, jedynym czym powinien się wykazać fan melodyjno-pulsujących brzmień PvD była cierpliwość. Cierpliwość, która została wynagrodzona.
Zestaw 32 utworów, zawartych na dwóch płytach, to na pierwszy rzut oka produkt jakich wiele dostępnych na rynku. Ot, znany DJ bierze na ruszt kilka odpowiadających mu kawałków i tworzy z nich jedną spójną, logiczną całość. Z tym można się zgodzić. Jednak Paul van Dyka, charakteryzuje się tym, iż wszystkim projektom lubi nadawać cechy własnego „ja”, przepuszczając przez filtr osobistych zdolności muzycznych. Tak więc, nie ograniczył się do wymieszania poszczególnych gotowych elementów, lecz ich zmodyfikowania, przearanżowania i dopiero w końcowej fazie połączenia. Czym w takim razie jest “The Politics of Dancing 2”? Udaną kontynuacją, której poziom techniczno-producencki stawia ją w czołówce najlepszych składanek o charakterze relaksująco-imprezowym. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, iż wszelkie serie “State of Trance”, “In Search Of Sunrise”, “The Mix” mają w tym przypadku kawał drogi do nadrobienia.
Najwidoczniejszą zmianą, w stosunku do poprzedniczki, jest większa spójność gatunkowa oraz dobór wykonawców. Jeśli na wydawnictwie z 2001 roku zaskakiwały i wprowadzały pewną dysharmonię ścieżki typu U2, iiO, Timo Maas to tutaj całość jest bardziej jednolita i odpowiadająca autorskiemu dorobku Van Dyka. Kompozycje doskonale zlewają się w siebie, płynnie przechodząc od emocjonalnego uniesienia po momenty utrzymane na niższych obrotach. Jeśli cenisz sobie warsztat Djski tego faceta, to będziesz w pełni usatysfakcjonowany typem budowania napięcia. Inną modyfikacją jest podział albumu na dwie części: spokojniejszą i bardziej dynamiczną. Przy czym trzeba zaznaczyć, iż pojęcie “spokojniejsza” nie ma tu nic wspólnego z plastykowym chill-outem czy też summer beach housem - więcej tutaj uplifitingowych melodii w stylu dream trance oraz ezoteryczno-sennych damskich wokali. Z CD1 pozycjami szczególnie wartymi zaoferowania są m.in. Alex Gold, Jose Zamora & Damian DP, Purple Haze czy też Solange. Krążek opatrzony numerem dwa, to swoisty koktajl orzeżwiająco-energetyczny, w większym stopniu nawiązujący do dokonań znanych z “The Politics of Dancing 1”. Zaczyna się od wbijającego w fotel hitu “The Other Side”, z typowym dla PvD “bass kickiem”, wciągając słuchacza w rejony dynamicznych dźwięków, aż do ostatniego przystanku w postaci utworu “Nothing”. Przeważają szybsze linie melodyjne, podkręcone beaty oraz klimaty bliższe początkom drugiej połowy lat 90 i niektórym dokonaniom Van Dyka sprzed albumu “Seven Ways”. Można się także natknąć na szereg uproszczeń, które niefortunnie potrafią skojarzyć się ze stylistyką “hands up”. Warto zwrócić uwagę na takie ścieżki jak: Jose Amnesia vs. Serp, Simon & Shaker, Mark Norman, Santiago Nino oraz Perasma.
Tak jak w przypadku “TPOD1”, Paul nie ustrzegł się kilku wątpliwych pozycji i aż zadziwia człowieka fakt, iż coniektóre z nich mogły trafić na tracklistę. Mam tu głównie na myśli koszmarną wersję utworu “More Than a Life Away”, autorstwa Marco V. Brzmi to jak jakieś zbękarcone electro, męczące infantylnym motywem i syntetycznym wokalem. Zastanawia mnie także, z jakiego powodu na albumie znalazł się CJ Stone oraz Marc van Linden – zdecydowanie reprezentują klasę niższą niż PvD. Należy się jeszcze przyczepić do samej długości nagrań. W 3-4 przypadkach czas trwania utworów jest wyjątkowo krótki i nie pozwala im dostatecznie rozwinąć skrzydeł – stanowią tylko i wyłącznie element przejściowy do następnego kawałka.
W kategorii składanek z muzyką euro-trance, otrzymujemy krążek wręcz wzorcowy, demonstrujący, iż kompilacja może być zdecydowanie czymś więcej niż tylko pozbawionym emocji zlepkiem utworów. Rozpatrując to pod takim kątem, "The Politics of Dancing 2” należy się bezwzględnie czwórka.
|