Na początku przyznać muszę, że na test ND-1 wyczekiwałem z niecierpliwością. Pierwszy raz Nova uderzyła w mój narząd słuchowy na koncercie znajomego zespołu z chirurgiczną precyzją trafiając w szare komórki odpowiedzialne za dotychczasowe „rozumienie” pojęcia delay. Zdałem sobie sprawę jak pięknie okrasza brzmienie nie brudząc ani nie zamulając soundu kapeli grającej głównie z tyłów. W zamian za to gitarowy zestaw brzmiał klarownie i przestrzennie...