|
Nagranie zestawu perkusyjnego jest jednym z najtrudniejszych procesów w trakcie powstawania płyty, a zarazem najbardziej czasochłonnym. Na jakość nagrania ma wpływ ogromna ilość czynników - oto niektóre z nich:
- artykulacja i punktualność perkusisty,
- jakość użytego instrumentu,
- odpowiedni dobór naciągów,
- jakość i dobre ustawienie mikrofonów,
- akustyka pomieszczenia, w którym nagrywane są bębny,
- talerze perkusyjne.
W związku z tym, iż perkusja potrafi przysporzyć wielu zmartwień zarówno realizatorom, jak i samym muzykom, producenci oprogramowania wpadli na pomysł, by pomóc im w tym jakże trudnym procesie, tworząc wirtualne zestawy perkusyjne. Produktów z tej działki powstało w krótkim czasie naprawdę sporo. Oto kilka z nich: BFD (FX pansion), SUPERIOR DRUMMER i EZ DRUMMER (Toontrack), ADDICTIVE DRUMS (XLN Audio), ABBEY ROAD 60s DRUMS (Native Instruments), SSD (Steven Slate Drums), dodatkowo przeróżne rozszerzenia z brzmieniami zestawów i werbli, co łącznie daje setki gigabajtów przeróżnych sampli.
I wszystko byłoby naprawdę pięknie, gdyby nie fakt, iż w każdym z tych produktów producenci największy nacisk położyli na brzmienia tomów, central, werbli, a totalnie po macoszemu potraktowane zostały talerze perkusyjne. W każdym z wymienionych powyżej programów blachy były dostępne, ale niestety brzmiały kiepsko, sztucznie i bez wyrazu, były tzw. piętą achillesową oprogramowania. Bez trudu można było rozpoznać, że perkusja jest sztuczna, a przecież w większości przypadków nie o to chodzi.
Z końcem roku 2010 w tej dziedzinie miał nastąpić przełom, a wszystko za sprawą Zildjian GEN16. Czy tak stało się w rzeczywistości?
Autor testu: Artur Lutyński
|