RELACJA: Tommy Emmanuel - Poland Tour 2019 w gdańskiej Filharmonii Bałtyckiej

13 listopada 2019, 12:00
autor: Robert Słucki

Tommy Emmanuel to człowiek, który rozwinął stylistykę popularnie nazwaną FINGERSTYLE i wzbogaca ją z roku na rok, z płyty na płytę, z koncertu na koncert. Mówi się o nim: muzyk kompletny, muzyk muzyków, człowiek-orkiestra, gitara w jego rękach przestaje być zwykłą gitarą, itd.

Pod tym może podpisać się wiele osób, szczególnie Ci, którzy doświadczyli jego show na żywo. Dziś gra setki wyprzedanych koncertów każdego roku na całym świecie. Do każdego koncertu jest perfekcyjnie przygotowany, słyszy to jego publiczność i jestem przekonany, że jest mu za to wdzięczna. Ogromna dawka humoru i wielka dawka energii scenicznej stają się ogromnym przeżyciem, powodując, że uczestnictwo w takim show staje się smakiem, jaki zapada w pamięci do końca życia. Wielokrotnie bisy przedłużają koncert o kolejne minuty. Tak jest na koncertach Emmanuela.

 

[img:1]

[img:3]

 

Jest przyjętą zasadą, że podczas trasy koncertowej przed głównym koncertem Tommy’ego występuje gość specjalny. W poprzednim Tour w roku 2017 wystąpił nasz polski gitarzysta Janek Penz. W obecnym roku jest to amerykańska gitarzystka i wokalistka Christie Lenée, która od 2012 roku wydała już pięć płyt i cztery single. Zdobyła w 2017 roku tytuł International Fingerstyle Guitar Champion. Występowała już z Tommym Emmanuel’em, Andy McKee, Amy Ray’em z Indigo Girls i Stanley’em Jordan’em. Teraz to jej pierwsza trasa po Europie zapowiadająca około piętnaście koncertów łącznie w: Polsce, Niemczech, Austrii i Czechach.

 

[img:2]

[img:4]

 

Christie wprowadza nas w świat swojej muzyki instrumentalnej, folkowej i popowej. Mocne i pewne wejście basu zaznaczające puls, charakterystyczny dla techniki fingerstyle oraz śpiewna melodia przeplatają się. Bogactwem elektów przestrzennych Lenée mocno wypełniła salę koncertową. Operuje sporym kolorytem barw i widać w jej grze potencjał jakim chciała podzielić się z publicznością.

To co mnie zaciekawiło w jej stylu gry to operowanie techniką charakterystyczną dla gitary klasycznej, mam na myśli tremolo. Było ono często słyszalne. A przeplatanie tej techniki z tappingiem, często oburęcznym i wręcz burdonowym basem, pojawiającym się w pulsie dało efekt koloru jakiego nie słyszałem wcześniej. Praca nogami była imponująca, z jednej strony tamburyn na nodze, a z drugiej pedalboard z efektami przestrzennymi i looperem oraz perkusyjny stomp box. Przy tym wszystkim artystka śpiewała lub też improwizowała na gitarze nagrany na żywo fragment. Mam do tego duży szacunek i zasługuje to na aplauz.

Zagrała cztery własne kompozycje, m.in. utwór, który zaprezentowała na wygranym przez siebie festiwalu.

 

Christie Lenée - Song for Michael Pukac

 

Zapowiedziany Tommy rozpoczął koncert utworem „Mombasa” z płyty ONLY i już od 19 lat ten utwór towarzyszy mu na scenie. Usłyszeliśmy wiele starszych kompozycji zagranych osobno, a niektóre zmiksowane ze sobą w bardzo ciekawy i zaskakujący sposób. Drivetime, Lady Madonna, Classical Gas, It’s Never Too Late to tylko niektóre z nich. Zaskoczyłem się innym wykonaniem coveru The Beatles - Michelle. Pozostał on zagrany w konwencji podobnej jaki znam z nagrań, czyli grany na dźwiękach harmonicznych (flażoletach) lecz jeszcze bardziej oszczędnie, a przez to czytelniej w odbiorze. Może to wrażenie związane z bezpośrednim odbiorem? Bardzo wysublimowane wykonanie, którego nie słyszałem na żywo.
To ciekawe, że mimo braku tak szalonych popisowych utworów typu Guitar Boogie „ciśnienie” i „temperatura” były jak przestało na artystę tej klasy - wysokie!!!

Nie zabrakło owacji na początku, w środku i oczywiście na końcu. Takie elementy zaskoczenia, jak zabawa ze światłem przy okazji uderzanie miotełką o mikrofon, gitarę lub... to co było blisko - bardzo rozluźniają publikę. A już wydawało się, że Tommy ponownie zagra utwór Mombasa, a tu koniec perkusyjnej zabawy. Na takie gry ze odbiorcami może sobie pozwolić tylko wyrafinowany artysta, świadomy tego, że przekazując emocje przez swoją muzykę potrafi zwrotnie otrzymać energetyczną odpowiedź od słuchaczy. Było to obecne na koncercie w wielu miejscach. Darzę za to Emmanuela wielkim szacunkiem.

 

[img:5]

[img:6]

 

Podsumowanie

Wiemy czego się spodziewać po koncercie tak znanego i za każdym razem świetnie przygotowanego artysty, jak Tommy Emmanuel. Ciekawe kompozycje w odświeżonych aranżach, humor, energia od pierwszego do ostatniego dźwięku i to, że gra dla publiczności całym sobą - to wielka osobowość i nie każdego muzyka na to stać. Wartością dodaną jest też to, że lubi on współpracować z innymi i wspiera wielu artystów, którzy pojawili się na jego drodze.

To moje kolejne spotkanie z Tommym Emmanuelem i nie ostatnie.

 

[img:7]

[img:8]

 

Akustyczne Gitary
ISE'20: SL Digital Wireless - Wielokanałowy odbiornik Sennheiser
Więcej wiadomości
Copyright © INFOMUSIC 2018

Szanowny Czytelniku

Chcemy dostarczyć Ci najlepszych możliwych wrażeń płynących z użytkowania serwisu, dlatego potrzebujemy Twojej zgody na lepsze dopasowanie treści reklamowych do Twoich zainteresowań. Poufność danych jest dla INFOMUSIC.PL niezwykle ważna i chcemy, aby każdy nasz użytkownik wiedział, w jaki sposób je przetwarzamy. Dlatego sporządziliśmy Politykę prywatności opisującą sposób ochrony i przetwarzania Twoich danych osobowych. Pozostając na stronie akceptujesz jej postanowienia.

Przejdź do serwisu Nie teraz