Tool w Tauron Arena Kraków [Relacja]

Tool w Tauron Arena Kraków [Relacja]

12 czerwca 2024, 22:50

Po raz kolejny grupa Tool, mająca szerokie rzesze długoletnich fanów i wszelkich adeptów ciężkiej muzyki oraz niełatwego przekazu, odwiedziła Polskę na europejskiej trasie, organizowanej przez Live Nation Polska. Muzycy od kilku tygodni w trasie zaproponowali publiczności również pewną podróż rodem z psychodelicznego snu.

Świętujący niedawno hucznie swoje 60-te urodziny wraz z wieloma przyjaciółmi z A Perfect Circle, Puscifer, Primus w Los Angeles, niezwykle wszechstronny Maynard James Keenan, który jest m.in. komediantem czy też tegorocznym zdobywcą czarnego pasa w brazylijskim ju-jitsu, udowodnił że starzeje sie jak wino, którego jest także wielkim miłośnikiem i producentem. Zaszywając sie w swojej winiarni o nazwie Piwnice Kaduceusza w Arizonie, artysta żyje blisko natury i kultywuje pracę, z której powstaje szlachetny trunek. Maynard już na początku koncertu poprosił publiczność o schowanie swoich telefonów oraz bycie obecnym i połączonym, żeby móc odbierać to spektakularne show wszystkimi zmysłami. I rzeczywiście, pełne laserów, wizualizacji i świateł przedstawienie hipnotyzuje, kiedy widz wpatruje się w powolne przesunięcia komputerowych animacji, mrocznych wizji, czy fal energetycznych wibracji. Dodając do tego matematyczne rytmy, ciężkie rozległe riffy i dziki animalistyczny wokal, całość układa się w perfekcyjnie spójna stylistyke, którą najbardziej zagorzali fani od lat próbują rozszyfrować. Jednak muzyka Toola to nie tylko czysta matematyka, przekazywana na żywo jest również szeroka paleta emocji, wykrzyczanych, wyszeptanych, wydeklamowanych kawałków życia Maynarda, które z pozoru chaotyczne i przeciwstawne, poprzez służbę w armii, śmierć matki i inne traumatyczne wydarzenia, odwrócone i przetransformowane, tworzą zdumiewajacą historie, opisaną w biografii Maynarda “A Perfect Union of Contrary Things”.

Wracając do koncertu, zespół przywitał się jak zwykle na tej trasie utworem Jambi, następnie przyszedł czas na, kolejno, Fear Inoculum, Rosetta Stoned, Pneuma, Intolerance, Descending, żeby zakończyć pierwszy set żywiołowo przyjętym hitem Schism i miażdżącym The Grudge. Po 12 minutowej przerwie przyszedł czas na kontynuację podróży w nieco innej odsłonie. Ubrany w kolorowy kostium z oznaczonymi czakrami, Danny Carey zaczął grać na wielkim gongu, żeby przejść do swojego zestawu i opracować małą elektroniczna improwizacje na modularnych syntezatorach, do której zagrał potężne solo perkusyjne z założonym na głowę headsetem gopro, umożliwiając widzom spojrzenie z jego punktu widzenia na niesamowite zdolności rytmiczne. Potem przyszła kolej na basistę Justina Chancellora, który pochylony nad podłogą efektów wykręcał wibrujące, przesterowane częstotliwości swojego basu, jako wstęp do utworu Flood.

Na deser zespół zaserwował rozbudowaną kompozycję Invincible zeby zamknac koncert kawałkiem Stinkfist, na którym wokalista pozwolił wyjąć telefony i nagrywać show. Zespół upewnił się w ten sposób że ma 100% uwagi widzów, a jednocześnie w sugestii Maynarda bylo cos z życiowej mądrości, żeby nie gonić za króliczkiem, zostać obecnym, uważnym i czujnym obserwatorem wszystkiego wokół nas. 

Po tych kilkudziesięciu latach, od kiedy Tool był częścią niejednego życia studenckiego, wprowadzenia do jakiejkolwiek ezoteryki, zainteresowania okultyzmem, numerologią czy też sztuką Alexa Greya, zespół w dobrej formie, nadal jest wyjątkowym prekursorem wielu bezkompromisowych zabiegów artystycznych oraz świetnie grającym na żywo bandem z wysokim poziomem możliwości, które nadal drzemią w muzykach do wykorzystania.

tekst: Krzysztof Magura

Metal

Muzyka

Rockowizna 2024 coraz bliżej
Więcej wiadomości