Aktywne głośniki Mackie DLM: Kieszonkowy huragan mocy!

Adrian "Adrian4u" Chryk 5 listopada 2013, 15:20 Music Info
Mackie DLM1217.000 zł
Mackie DLM12S
  • Wyjątkowo niska waga i kompaktowe rozmiary
  • Prosta obsługa
  • Zaawansowany system zarządzania dźwiękiem
  • Możliwość samodzielnej pracy jako osobisty piecyk gitarowo-wokalowy
  • Wyciszenie wejść nie odcina sygnału
  • Przydałyby się lepsze efekty, skoro już są

Szanowni gitarzyści, kapele, nagłośnieniowcy, kluby, szkoły muzyczne, domy kultury i DJ'e - Wasze marzenia się spełniły. Przed Wami 8000 watów mocy, które zmieści się do bagażnika osobówki!

Albo dyskretnie ukryje się pod sufitem, ale nocą zelektryzuje parkiet. Albo - idealnie równo, bez opóźnienia dźwięku nagłośni dużą salę. Albo… posłuży za świetne piecyki dla gitary akustycznej i wokalu (na raz!).To i jeszcze więcej potrafi może kilka zestawów kolumn. Ale jest taka jedna firma, która i na tym polu zmieniła kompletnie zasady gry. To Mackie ze swoją najnowszą serią aktywnych głośników DLM!

Seria Mackie DLM to bez wątpienia najmniejsze, za to paradoksalnie jedne z najgłośniejszych kolumn w klasie mobilnych "smartspeakerów" z wyższej półki. Co więcej, to głośniki o dużej wydajności i wyposażone w imponujące możliwości. Albo z drugiej strony - byłyby to "zwykłe", wysokiej klasy głośniki gdyby nie to, że... kurcze, to tak, jakbym w opakowaniu Mini Coopera miał cudownie wpasowany silnik z Chevy ’68, systemy i elektronikę z wypasionej Toyoty, wszystko idealnie dopasowane i zestrojone, a dla niepoznaki - bez "szałowego" malowania czy spoilerów i w bardzo rozsądnej jak na te wszystkie czary cenie. Ot - takie maleństwo, co to nie wygląda, oczu też nie drażni, za to jak nie przy%&*^^*%!!!...

 

[img:1]

Mackie DLM12 (na górze) i Mackie DLM12S (na dole)

 

Taaaa… i tym sposobem "kupiłem" DJ-ów mobilnych. Ale poważnie - dlaczego miałbym się rozwodzić nad "kolejnymi" paczkami aktywnymi, skoro jest ich na rynku setki? Dlaczego we wstępniaku opisuję je jako spełnienie marzeń? Co w nich jest takiego specjalnego? I czy aby na pewno jestem zdrowy psychicznie?

 

Wielkość ma znaczenie - ale nie tak, jak myślicie :P

Żeby nie psuć sobie zabawy, po twierdzącej odpowiedzi na pytanie z redakcji czy chcę przetestować nowe i podobno kompletnie nowej jakości kolumny Mackie, nie przeczytałem o nich ani słowa, choć zżerała mnie ciekawość. W końcu przyszły - cztery kartony (i piąty ze sztycami), wcale nie największe i wcale nie najcięższe. Miałem porównanie na świeżo, jako że trochę wcześniej testowałem zestaw ElectroVoice ZLX i o ile byłem zaskoczony wtedy, to teraz kompletnie nie wiedziałem o co chodzi, bo te pudła były jeszcze mniejsze... A gdzie obiecane suby?

 

[img:2]

Mackie DLM12 (na górze) i Mackie DLM12S (na dole)

 

Rozpakowałem pudła i suby się znalazły. Nie byłem tego pewien oceniając po wielkości i wadze, ale skoro napisane było że sub - uwierzyłem na słowo. Podobnie się rzecz miała z górkami. Dobrze, na głośniku 12", żeby nie było... tyle tylko, że mniejsze niż skrzynka po piwie. I niewiele cięższe. O 1/3 mniejsze niż przeciętnej wielkości dwudrożne dwunastki... Tu muszę wyrazić uznanie projektantom, bo cały komplet waży tyle co średniej wielkości pomagier - basy raptem po jakieś 20 kilo, górki jeszcze mniej - po 14 kilogramów. Jeśli wydaje się wam to mało - górki na ośmiocalowym głośniku ważą raptem 10 kilogramów, przy czym mają tę samą funkcjonalność i moc co większy model.

Teraz rozumiecie, co w nich takiego niezwykłego? Ale waga to nie wszystko - tu powinienem podać moc i oświecić was co do możliwości procesorów, ale nie chcę psuć napięcia. Na razie je obejrzyjmy:

 

Mackie DLM12 (górki)

Obudowy z trwałego tworzywa, z matową, delikatnie fakturowaną powierzchnią sprawiałyby zapewne solidne wrażenie, gdyby nie "zabawkowe" gabaryty górek, które zakłócają percepcję i być może dlatego mi wydały się delikatne, ale to tylko złudzenie. Mimo to, dopasowany przód i ładny grill z logo stanowczo nie są przeznaczone do brutalnego traktowania. Nie jest to wada tych kolumn, teraz praktycznie wszyscy producenci idą w podobnie "delikatny" design, choć nie do końca mi się to podoba (tłumaczyłem to przy okazji testu zestawu EV). Ale zakładam, że kto je kupi ten będzie je szanować i od razu nabędzie również dobre pokrowce czy case.

 

[img:3]

Mackie DLM12

 

Dodam, że pod grillem znajdują się też wyloty bass-reflex, sprytnie umieszczone tak, by nie wystawały poza obrys głośnika (a właściwie głośników, choć tego nie widać). Tył kolumn jest zajęty przez spory panel sterujący. Na górze znajdziemy uchwyt i cztery "gniazda pod podnóżki" do bezpiecznego składania kolumn w słupki - świetna sprawa przy magazynowaniu. Od dołu standardowo - otwór pod sztycę i w czterech rogach małe gumowe "nóżki". Z metrówką w dłoni sprawdzam dane katalogowe... Wymiary: 40 x 39 x 36 centymetrów. Tak - to nie pomyłka - one są naprawdę TAKIE MAŁE.

 

DLM12S (basy)

One z kolei są w obudowach (chyba) z MDF, polakierowanego matową, antracytową farbą ochronną. Jak wspomniałem - w kategorii "wilk w owczej skórze" na pewno zdobędą Grand Prix, bo po prostu ciężko uwierzyć, że te maleństwa rozhuśtają niejedną imprezę... Gabarytowo - w życiu nie uwierzę, bo jakim cudem? Przecież to jest miniaturowe coś, na 12" głośniku, waży tyle co nic, a wymiary - raptem 45 x 42 x 53 centymetry. I to znów nie jest pomyłka, może o milimetry, ale dla każdego grajka, mobilnego DJ czy zespołu, tak niewielkie wymiary i waga są prawdziwym zbawieniem. O ile oczywiście to gra.

 

[img:4]

Mackie DLM12S

 

Producent zaopatrzył głośniki basowe w dwie wygodne, gumowane rączki do przenoszenia umieszczone po bokach, choć równie dobrze wystarczyłaby jedna na górze. Na górze jest za to gniazdo pod sztycę dla "górki". Tył obudowy zajmuje duży panel, niemal identyczny jak te w DLM8 i DLM12, mamy tu też wylot bass-reflex. Takie rozplanowanie umożliwiło radykalne zmniejszenie wymiarów, choć osobiście nie lubię głośników (czy do studia czy na scenę) z wylotami do tyłu - zobaczymy jak to wyjdzie z Mackie.

 

DLM - Digital Live Monitoring - diabeł tkwi w... procesorze

Sercem każdej kolumny serii DLM jest rozbudowany, potężny i bardzo wszechstronny procesor DSP, połączony integralnie z końcówką mocy - również cyfrową, potrafiącą w szczycie wyprodukować 2000 watów.
Tak - właśnie do tego zmierzałem - to są małe potwory (Chevy ’68, przecież pisałem). Oczywiście w rzeczywistości moc ciągła głośników jest o wiele mniejsza, ale te 500W na każdym ze wzmacniaczy (a w górkach mamy dwa osobne) też swoje robi. Niestety - nawet w oficjalnych materiałach i specyfikacji Mackie nie podaje mocy rzeczywistej, a jedynie "2000W System Power". I bądź tu mądry…

 

[img:5]

Mackie DLM12

 

To już drugie testowane przeze mnie ostatnio głośniki, gdzie producent podaje wielkimi cyframi moc szczytową wzmacniacza, zamiast mocy ciągłej głośników - przypominają mi się te wszystkie bumboxy z naklejkami typu "4000 Watt P.M.P.O.", które do tej pory nie wiem co miały oznaczać.

Wracając do procesorów: Mackie znajduje się w jednej grupie z EAW - firmą, której nie trzeba przedstawiać profesjonalnym nagłośnieniowcom (a dla tych, którzy nie wiedzą - zapoznajcie się choćby z systemem liniowym EAW Anya). Dość, że procesory DLM powstały przy widocznym i słyszalnym udziale EAW. Widocznym - gdy przespacerujemy się po menu i zapoznamy z możliwościami, słyszalnym - nikt nie uwierzy, że taki dźwięk i tyle mocy płynie z tak pozornie niepozornych głośników. Mógłbym pisać o technologii FIR, aktywnych filtrach, przestrajalnych zwrotnicach i EQ i tej całej skomplikowanej technologii, którą upchnięto w serii DLM, ale czy to ma na papierze jakieś znaczenie?

 

[img:6]

Mackie DLM12

 

Sprawy organizacyjne - organizacja i możliwości DLM i wstępny test pod prądem, z gitarą, mikrofonem i mp3 ;)

To nie będzie skrócony manual, ale opiszę na szybko najważniejsze funkcje i możliwości procesorów w serii DLM.

DLM12 - Do obsługi całego procesora w DLM8 i DLM12 wystarczy minuta z "quick startem" (tylko po to, żeby zerknąć do niego od czasu do czasu) i tyle. Obsługa sprowadza się głównie do czterech przycisków - dwóch do wyboru jednego z dwóch kanałów, które edytujemy i do przeskakiwania do kolejnych pozycji menu, dwóch do zmiany wartości/ustawień. Piąty i szósty przycisk to Sys i Mem, czyli dostęp do ustawień globalnych systemu i dostęp do pamięci, w której możemy zapisać i w dowolnym momencie przywołać 4 kompletne zestawy ustawień.

 

[img:7]

Mackie DLM12

 

DLM12S - Tu sprawa wygląda właściwie tak samo - mamy oczywiście nieco inne funkcje pod przyciskami i inny komplet złączy, ale zasada obsługi pozostaje ta sama - wybieramy parametr do edycji, zmieniamy jego wartość i - jeśli chcemy by ustawienia były zapisane w pamięci - robimy "save".

Teraz - gdybym był poważnym redaktorem poważnego pisma muzycznego - powinienem przeznaczyć sporo miejsca na opis WSZYSTKICH funkcji - najlepiej suchy i techniczny, żeby uchodzić za eksperta. Ale jestem jaki jestem, za eksperta się nie uważam, a już na pewno nie jestem teoretykiem - dopóki nie PRZETESTUJĘ sprzętu w warunkach bojowych nie wydam werdyktu.

 

[img:8]

Mackie DLM12S

 

Dosłownie w tym samym czasie, gdy siedziałem sobie w komitywie czterech paczek (i kartonów) wpadł do mnie jeden z przyjaciół. Marek to muzyk - klawiszowiec i gitarzysta, wokalista, który na setkach koncertów grał, z niejednego pieca chleb jadł itp... Idealny obiekt testowy na wypadek, gdyby mi się gdzieś zgubił obiektywizm.
W każdym razie - gdy korzystając z pięknej pogody ustawiliśmy na tarasie tylko jeden "słupek", a ja robiłem kursy po mikrofon, gitarę, iPacza i kabelki, Marek w tym czasie podpiął swojego smartfona, ciut podgłośnił i... tym samym zapewnił sobie publiczność w postaci sąsiadów z połowy ulicy i zapewne wszystkich zwierzątek w lesie nieopodal, czy chciały czy nie.

Mały test przerodził się w mały koncert solowy, przy czym "mały" w znaczeniu niewielkiego instrumentarium, a nie mocy. Docelowo dołączyło jeszcze elektryczne piano i malutki mikser, jednak na prośbę Marka nie zrobiłem żadnych zdjęć. Musicie to wybaczyć, człowiek jest skromny.

 

[img:9]

Mackie DLM12S

 

Była to jednak dobra okazja, żeby sprawdzić DLM nie w zastosowaniu typowo estradowym, ale wykorzystać inne możliwości, przydatne zwłaszcza często koncertującym w różnych miejscach zespołom czy muzykom. Od razu też wyszły wszystkie mocne i kilka nieco słabszych (subiektywnie, bo w porównaniu z konkurencją cenową ciągle Mackie ma przewagę) stron zestawu.

Przede wszystkim - z mikrofonem czy gitarą wpiętymi bezpośrednio w DLM12 - otrzymujemy bardzo dobry "piecyk". Wokal jest czysty i wyraźny, nie brakuje dołów, gitara również prezentuje się bardzo dobrze. Jeśli chcemy - wystarczy wysłać sygnał na sub i już mamy dodatkowego kopa. Sprawdza się to idealnie w zastosowaniach z podłączonym odtwarzaczem mp3. Właściwie tyle i tylko tyle wystarczy na solowy recital. Oczywiście mamy też dostęp do prostej ale skutecznej korekcji wejść, możemy również na mikrofon i gitarę wrzucić jeden z całkiem niezłych reverbów czy delayów, w razie sprzężeń włączamy (strojony ręcznie lub automatycznie) antyfeedback.

 

[img:10]

Mackie DLM12S

 

Bardzo interesująco sprawdza się też w roli piecyka "podłogowego" czy monitora. Umieszczenie głośnika wysokotonowego koaksjalnie nie tylko drastycznie zmniejszyło wymiary, ale dało świetną spójność dźwięku. A jak postawić DLM12 pod kątem? Producent wybrał proste, sprytne i skuteczne rozwiązanie - odchylana "podstawka" umieszczona z tyłu przy panelu.

W zastosowaniach mobilnych - nie mają sobie równych - konkurencja oferuje górki w podobnej wadze, ale nie gabarytach. O subach nie wspomnę, wszystko widać gołym okiem. Zestaw jest idealnie ustawny i nierzucający się w oczy, dedykowana sztyca jest regulowana, w podwieszeniu i instalacjach rozproszonych też mają parę unikalnych w tej klasie rozwiązań...

 

[img:16]

Mackie DLM

 

I wszystko byłoby super, gdyby nie... No właśnie - zacznę od tego, że porównajmy je z konkurencją, OK? Konkurencja i tak nie ma tego wszystkiego, co jest na pokładzie DLM, więc jeśli miałbym patrzeć tylko na moc i reprodukcję dźwięku, to są warte swoich pieniędzy, a z dodatkowymi funkcjami - znacznie więcej. Praktycznie wszystko co napiszę poniżej nie jest deprecjonowaniem tego naprawdę świetnego sprzętu, raczej dość istotnymi spostrzeżeniami na temat funkcji dodatkowych.

Przede wszystkim pogłosy i echa mogłyby być lepsze - gdy porównam je do np. TC Helicon VoiceLive2. Nie są jakości koncertowej, raczej - "klubowo-jazz-barowej", choć znaczy to tyle, że nie miałbym oporów pojechać wyłącznie z gitarą, mikrofonem i jedną malutką DLM12 na występ. Mimo wszystko - spodziewałem się więcej. Zabrakło mi też filtra dolnozaporowego na wejściach - skoro mamy już całkiem fajne pogłosy i podpinamy mikrofon i gitarę, to wolelibyśmy uniknąć "popów", stuków i zbyt niskich tonów. Z drugiej strony filtr antyfeedback jest przestrajalny, więc teoretycznie można próbować kombinacji przy jego pomocy, ale to droga na około.

 

[img:11]

Mackie DLM

 

Kolejna rzecz to regulacja czułości wejść. OK, rozumiem, sterowanie cyfrowe, na przyciskach... Mam w pamięci połowę tańsze kolumny EV - gdzie zwykłe knoby były o wiele "szybsze" w użyciu. Dochodzi do tego jeszcze jedna kwestia - nawet zmniejszenie głośności wejścia do "minus nieskończoności" nie odcina wejścia od układów - w rezultacie - wpinać i wypinać jakiekolwiek przewody sygnałowe można tylko wtedy, gdy kolumna jest wyłączona. Inaczej czeka nas dość głośne "puknięcie". A tego to już w ogóle się nie spodziewałem.

Ale umówmy się, ile razy podczas wieczoru można przepinać kable w kolumnach? Będąc w znajomym cafe po prostu zapiąłem mikrofon, gitarę, mp3, włączyłem paczkę, wybrałem wcześniej zaprogramowany (podczas tarasowego koncertu Marka) preset, gdzie miałem ustawione już wszystko - i zacząłem grać... Co zrobię na większej imprezie? To samo co wszyscy - zapnę mikser i po problemie. Proste?

 

[img:12]

Mackie DLM12

 

Niezłe sztuki na sztuce - Mackie DLM w środku dużej akcji

Niewielkie rozmiary i wagę zestawu Mackie DLM doceniłem już gdy zacząłem pakować autko przed wyjazdem na "występy gościnne" jakieś 140 kilometrów od domu. Po powrocie były jak błogosławieństwo - po pakowaniu, rozpakowywaniu, rozkładaniu, całonocnym graniu, składaniu i ganianiu jak wielbłąd z tym całym sprzętem od sali do samochodu i w drugą, potem po trasie i przy wypakowywaniu do magazynu, każdy kilogram odczuwamy chyba potrójnie, więc waga ma tu duże znaczenie.

Moja stała "ekipa", przyzwyczajona do tego, że zabieram z sobą sporo większe głośniki była nieco zdziwiona, ja sam też byłem ciekaw - zwłaszcza basów, jako że sala była spora.

 

[img:13]

Mackie DLM

 

Podczas całej imprezy zrobiłem muzyczną wycieczkę, zahaczając o muzykę gitarową, ciężkie rockowe brzmienia, dance, r’n’b i latino. Właściwie nie było nagrania, które zrealizowane dobrze, brzmiało by słabo. Bez względu na to, jak bardzo "rozkręciłem" zestaw - brzmienie było czyste i soczyste, chociaż wydało mi się nieco wyładnione. No dobrze, do studia bym ich może nie wstawił jako główne odsłuchy, ale na scenie zachowują się niemalże po mistrzowsku. Basy były diabelnie szybkie i precyzyjne, z małym "zmiękczeniem" wynikającym z ustawienia i charakteru pomieszczenia, bo podczas drugiego testu, na innej sali to zjawisko nie występowało.

Chciałem sprawdzić jeszcze odpowiedź basu w szczycie - cyfrowe końcówki impulsowe mają zawsze jakąś bezwładność, i to też jest jeden z powodów, dlaczego wielu nagłośnieniowców woli rozwiązania z ciężką końcówką z trafo toroidalnym i pasywne głośniki. Tu za to spotkało mnie miłe zaskoczenie - co prawda w szczycie mogło mi się wydawać, że bas staje się dosłownie ciupinkę mniej precyzyjny, ale w ostatecznym sprawdzianie, przy pełnej publice, to wrażenie znikło.

 

[img:14]

Mackie DLM

 

Przy okazji miałem możliwość przekonania się, na ile otwory bass-reflex w subach skierowane do tyłu będą przeszkadzać podczas całonocnego grania. Nie było tak źle, a nawet - całkiem dobrze. Byłem ustawiony pod ścianą (jak źle zagram to będą strzelać?) a mimo to bas nie przeszkadzał i był na poziomie dobrze wytłumionych konstrukcji "klasycznych".

Górki również nie grały do tyłu, więc na dobrą sprawę nawet nie musiałem za bardzo dotykać korekcji mikrofonu w mikserze, bo wbrew obawom mikrofon nie łapał żadnych wzbudzeń. Tutaj też przetestowałem szybko presety związane z EQ i położeniem głośnika (na sztycy, podwieszony, monitor) - fabryczne ustawienia dobrane zostały bardzo dobrze i w każdej konfiguracji głośniki spisywały się znacznie lepiej niż powinny. Jak wspominałem, diabeł tkwi w szczegółach, a tu najważniejszymi są: koaksjalne górki z megaspójnym dźwiękiem i zaawansowane procesory.

 

[img:15]

Mackie DLM12

 

Zostaje jeszcze jedna kwestia - MOC ZESTAWU. Wierząc producentowi można by było nagłośnić dwiema górkami i dwoma subami całkiem potężny koncert. Całe szczęście mam kilku przyjaciół w zagranicznych pismach muzycznych, więc wspólnie rozwikłaliśmy tę zagadkę… Moc ciągła to 500W na każdym głośniku, co daje 2000W mocy od wieczora do rana, a w szczycie sporo więcej. Procesory cały czas dbają, by moc była dostarczana optymalnie, z optymalnym rozłożeniem w paśmie (albo mi się zdawało, albo tam są EQ aktywne, samodopasowujące się, bo mimo zmian w natężeniu dźwięku, percepcyjnie ciągle słyszałem to samo, tylko głośniej, bez wrażenia przewalania górek czy dołów, bez krzykliwości i zmian w reprodukcji dźwięku. Słowem - szacun, bo choć te zapowiadane 8000W (w sumie) to moc końcówek, to zestaw poradził sobie i w plenerze, i na dużej i twardej sali, gdzie bałem się o dudnienie i odbicia. Sprawdził się też na imprezie na ponad 100 osób, z występem akustycznym w trakcie i profesjonalnym karaoke.

Jest tylko pewna zabawna sprawa... ten zestaw potrafi wprawić w rezonans każde statywy i sztyce, z fabrycznymi włącznie. A takie RCF czy QSC - niekoniecznie... to nie kwestia złej konstrukcji kolumn - one są skonstruowane baaaaardzo dobrze - to kwestia rzeczywistej mocy! Rada jest jedna - dokręcamy śrubki w statywach lub - gdy nie ma na to czasu - stosujemy niezawodną srebrną taśmę na rekiny.

 

Parę słów na koniec…

Gdybym miał wolne 17.000 złotych (bo mniej-więcej tyle trzeba zapłacić za cały zestaw) i szukał bardzo dobrego i wyjątkowo pakownego zestawu 2+2 - długo bym się nie zastanawiał. Gdy dodam do tego te wszystkie extrasy - jak linia opóźniająca (do instalacji rozproszonych), wejście gitarowe i mikrofonowe z eq i reverbami, antyfeedback, które Mackie włożył w procesory - seria DLM staje się jeszcze bardziej atrakcyjna. I choć nie pozbawiona wad - dzielnie da sobie radę w każdej sytuacji.

Mógłbym powtórzyć początek - KAŻDY mobilny DJ, muzyk, gitarzysta, dom kultury, szkoła muzyczna, firma eventowa… KAŻDY, którego nie stać na tanie rozwiązania (lepiej kupić raz a dobrze, niż tanio i ciągle dopłacać) i każdy którego na nie stać powinien je poznać, posłuchać, zrobić z nimi parę rundek dookoła sklepu i wtedy porównać z konkurencją - może się okazać, że zmienicie swoje preferencje i wybierzecie właśnie Mackie DLM.

Ocena końcowa: [img:17] [img:17] [img:17] [img:17] [img:17]

 

Mackie DLM12 - Specyfikacja techniczna:

 
  • Moc 2000W dzięki wzmacniaczowi klasy D
  • Technologia TruSource
    • Zaprojektowany przez Mackie głośnik TruSource o wspólnym magnesie
      • 12" głośnik LF / 1.75" głośnik kompresyjny HF
      • Kompaktowy, lekki design
    • Potężny TruSource DSP dostarcza bezskazowej  klarowności, jednolitego rozproszenia  niedoścignionej wierności odtwarzania
  • Zintegrowany cyfrowy mikser DL2
    • Mocny, łatwy w użyciu cyfrowy mikser z jasnoświecącym wyświetlaczem OLED
    • Dwa wszechstronne kanały wejściowe z efektami
      • Niezależny poziom głośności dla obydwu kanałów, 3-zakresowy korektor i kontroler efektów
      • 16 świetnie brzmiących efektów, w tym reverb, chorus i delay
      • Złącza XLR / TRS combo oraz podwójne RCA
      • Działa z mikrofonami, urządzeniami liniowymi i stereo, oraz z instrumentami.
    • Wyjątkowy system kontroli dla profesjonalnych zastosowań
      • Wielopasmowa redukcja sprzężeń
      • 6 trybów działania głośnika - lepsze dopasowanie brzmienia do zastosowania
      • Alignment Delay do 300ms
      • 3 pozycje pamięci wywoływane w przypadku ponownego zastosowania w danym miejscu
      • Technologia Smart Protect DSP dynamicznie chroniąca wzmacniacz i głośnik
  • Innowacyjny ultrakompaktowy design
    • O 1/3 mniejszy niż tradycyjna dwudrożna kolumna
      • Cały system DLM zmieści sie do praktycznie dowolnego samochodu
      • Może być łatwo ustawiany w pionie dla wygodnego przechowywania
      • Możliwość montażu na statywie bądź na kolumnie DLM 12S przy użyciu statywu SPM300 (patrz - wyposażenie dodatkowe)
      • Podwieszanie za pomocą standardowych śrub M10
      • Montaż na ścianach za pomocą uchwytów SWM300 - przegubowych ramion dających dyskretne lecz mocne przytwierdzenie
      • Przygotowana do tras obudowa PC-ABS wykończona w kolorze czarnym z ergonomicznymi uchwytami na górze kolumny
      • Wytrzymały stalowy grill z proszkowym pokryciem
      • Zintegrowana podpórka umożliwia perfekcyjne dopasowanie kąta położenia przy wykorzystaniu jako odsłuchy
      •  
    • Niesamowicie niska waga - 14.1 kg

 

Mackie DLM12S - Specyfikacja techniczna:

 
  • Moc 2000W dzięki wzmacniaczowi klasy D
  • Wysokiej mocy głośnik 12" z 3-calową cewką głosową
  • Ultra-niskie pasmo przenoszenia - aż do 35Hz
  • Cyfrowy procesor DLP
    • Mocny, łatwy w użyciu cyfrowy mikser z jasnoświecącym wyświetlaczem OLED
    • Precyzyjny cyfrowy crossover
      • Presety przygotowane do pracy z pełnozakresowymi głośnikami serii DLM i SRM
      • Różnorodna kontrola crossoveru zapewnia optymalizację pracy każdego głośnika
    • Sześć podłączeń XLR zapewnia elastyczną kontrolę wejść i wyjść
      • Dwa wejścia line level
      • Dwa pełnozakresowe wyjścia dla side-filli, itp.
      • Dwa wyjścia high-pass dla połączeń bezpośrednich z kolumnami serii DLM
    • Wyjątkowy system kontroli dla profesjonalnych zastosowań
      • Wielopasmowa redukcja sprzężeń
      • 6 trybów działania głośnika - lepsze dopasowanie brzmienia do zastosowania
      • Alignment Delay do 300ms
      • 3 pozycje pamięci wywoływane w przypadku ponownego zastosowania w danym miejscu
      • Technologia Smart Protect DSP dynamicznie chroniąca wzmacniacz i głośnik
  • Wyjątkowy system kontroli dla profesjonalnych zastosowań
    • Alignment Delay do 300ms
    • 3 pozycje pamięci wywoływane w przypadku ponownego zastosowania w danym miejscu
    • Technologia Smart Protect DSP dynamicznie chroniąca wzmacniacz i głośnik
  • Innowacyjny kompaktowy design
    • Najmocniejsza kompaktowa kolumna niskotonowa na rynku
      • Cały system DLM zmieści sie do praktycznie dowolnego samochodu
      • Może być łatwo ustawiany w pionie dla wygodnego przechowywania
      • Możliwość montażu kolumn DLM8 lub przy użyciu statywu SPM300 (patrz - wyposażenie dodatkowe)
    • Niezwykle wytrzymała obudowa z 15-warstwowej sklejki topolowej
    • Wytrzymały stalowy grill z proszkowym pokryciem
    • Niesamowicie niska waga - 21.7 kg

Gdzie kupić?

Dystrybucja w Polsce:

Sklepy muzyczne > Mackie rozwiń listę sklepów

Pozostałe testy Test słuchawek RODE NHT-100  Rode wraz z modelem słuchawek NHT-100 dołączył do elitarnego grona producentów sprzętu studyjnego takich jak m.in.: AKG / Sennheiser / Beyerdynamic, którego używamy zarówno pracy, jak i w domowym zaciszu. Słuchawki profesjonalne mają... Test mikrofonów na USB Mackie EM Wybrałem na testy trzy mikrofony USB do podcastu z serii EM od Mackie, model najtańszy: EM-91CU, model najdroższy: Chromium, i model ze średniej półki cenowej, czyli EM-USB. Poznajcie moją opinię na ich temat.
Wielki test Mackie Bundle: Creator, Performer, Producer, Studio Na zestawy Mackie Bundle Creator, Performer, Producer, Studio składają się m.in.: monitory studyjne, interfejsy audio, mikrofony USB, słuchawki, mikser audio, oprogramowanie DAW i wszelkie niezbędne akcesoria studyjne.
Test systemu bezprzewodowego Mipro MI-58 Trzeba uczciwie przyznać, że tajwańska firma Mipro stara się nie pozostawać w tyle za światowymi gigantami systemów bezprzewodowych dwóch firm na literę S – jednej rodem z Niemiec, a drugiej z USA. W Polsce w zasadzie można ją...
Test mikrofonu Neumann M 147 Lampowy Neumann M 147 to mikrofon, który ma już kilka ładnych lat. Został wyprodukowany w 1999 roku i w dalszym ciągu jest przez wielu uważany za jeden z najlepszych mikrofonów do nagrań wokalnych czy lektorskich. Czasami używany jest... Test systemu Sennheiser Evolution Wireless Digital Systemy bezprzewodowe spod szyldu Sennheisera to jakość sama w sobie. Serie Digital 9000 czy Digital 6000 wyznaczają standardy w technologii cyfrowej bezprzewodowej transmisji dźwięku. Mają jednak jedną wadę… do tanich nie należą....