Rozmawiamy ze zwycięzcami Fryderyków: Muzyka Jazzowa
Nikola Kołodziejczyk, źródło: archiwum artysty
Emocje po rozdaniu tegorocznych Fryderyków już dawno opadły. W ramach przypomnienia przygotowaliśmy dla Was kilka wywiadów, które przeprowadziliśmy z artystami bezpośrednio po Gali. W pierwszej kolejności prezentujemy Wam zwycięzców w kategorii Muzyka Jazzowa: Album roku i Artysta roku.
Nikola Kołodziejczyk – zwycięzca w kategorii: Album roku, muzyka jazzowa za płytę „Barok Progresywny” pod szyldem Nikola Kołodziejczyk Orchestra.
Michał Bigoraj: Gratuluję nagrody. W jakim miejscu znajduje się aktualnie polski jazz?
Myślę, że kondycja całej polskiej muzyki jest bardzo pozytywna. Polski jazz ma teraz zastrzyk młodych artystów, a Internet pomaga w tym, by więcej naszej muzyki wychodziło na zewnątrz. Mam wrażenie, że jazz – podobnie zresztą jak inne gatunki, które niesłusznie nazywa się niszowymi – bardzo na tym zyskuje. Artysta nie musi oglądać się na mody, na to, co się komu spodoba i czy to się sprzeda, czy też nie. Po prostu robi najlepszą muzyką, jaką może.
Nie wydaje Ci się, że Twoja twórczość, a zwłaszcza album „Barok Progresywny”, za który dostałeś nagrodę, pasowałaby bardziej do gali muzyki poważnej niż rozrywkowej? W ogóle, czy jazz nie pasowałby tam bardziej?
Bardzo mi się podoba łączenie różnych gatunków. Najbardziej jestem zadowolony wtedy, kiedy trudno jest coś zmieścić do jednej muzycznej szufladki. Kategoryzowanie muzyki: czy ona powinna być na jednej, czy na drugiej gali, to jest coś, czego specjalnie nie analizuję. Być może od tego są krytycy muzyczni. Moim zadaniem jest „robić” muzykę. Jestem człowiekiem, który tworzy muzykę złożoną z dużej liczby wykonawców. Moim zadaniem jest raczej łączenie niż dzielenie gatunków. To jest coś, w co wierzę.
Też uważam, że generalnie muzyka jest jedna i wszelkie podziały są trochę sztuczne i nienaturalne. Chyba że podział na muzykę dobrą i złą (śmiech). Tym bardziej że wśród nominacji do Fryderyków jest wiele niekonsekwencji. Np. Maleo Reggae Rockers, nominowani w tym roku w kategorii: Album roku muzyka korzeni (w tym blues, folk, country, muzyka świata, reggae), w przeszłości nominowani byli w kategorii, w której znajdywał się także hip hop (Album roku reggae / hip hop / R&B – przyp. M.B.)! Natomiast na tegorocznej gali była rzecz bez precedensu, bowiem trzy osoby (Aga Derlak, Agnieszka Wilczyńska i Krzysztof Lenczowski) zostały wyróżnione statuetką za Jazzowy debiut roku. Jak to skomentujesz?
Według mnie jest to świetna wiadomość, bo cała trójka zasługuje by o nich mówić.
Tylko jak czuje się pozostała dwójka (śmiech)…?
Tak… (śmiech). Mimo wszystko, jest to lepsza sytuacja, niż gdyby statuetkę dostała jedna osoba. Wtedy osobiście czułbym niedosyt. Trzy jednoznaczne statuetki to ewenement, który może pomóc w zasłużonym rozgłosie, bo ich muzyka jest bardzo ciekawa. Cieszę się, że dostali po Fryderyku. To jednak nagroda, którą można się pochwalić. Ci muzycy nie muszą tłumaczyć się z tego, czy zasłużyli na rozpoznawalność, czy ich muzyka jest dobra. Gratuluję całej trójce!
Autor wywiadów - Michał Bigoraj oraz Andrzej Korczak, fot. autor nieznany
Andrzej Korczak – ostatni manager Janusza Muniaka, uhonorowanego pośmiertnie zwycięzcy w kategorii: Artysta roku, muzyka jazzowa.
Ciekawy jestem, jak Ty, jako osoba znająca jazz świetnie, ostatni manager wspaniałego Janusza Muniaka, człowiek przesiąknięty jazzem, ocenia obecną siłę tej muzyki w Polsce?
Bardzo optymistycznie. Od dwóch dni (śmiech). Dlatego, że było teraz (wywiad przeprowadzony był 20 kwietnia – przyp. M.B.) walne zebranie Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego. Stowarzyszenia, które ma 58 lat, które zakładali ludzie, których już teraz nie ma. Wyobraź sobie, jak w czasach ciężkiej komuny trudno było się przebić z jazzem! Co oni musieli zrobić, żeby jazz zaistniał, choćby w podziemiach. To, że oni założyli wtedy instytucję zajmującą się jazzem, to było wydarzenie, wydawać by się mogło, tak kuriozalne jak to, że teraz The Rolling Stones zagrali na Kubie! Pamiętam, jak wtedy pisano w prasie zagranicznej, że powstał wentyl w komunistycznym państwie, bo założono Stowarzyszenie Jazzowe. To Stowarzyszenie „robiło” festiwal Jazz Jamboree. Pracowałem przy nim 11 lat,działając w Polskim Stowarzyszeniu Jazzowym. Praktycznie wtedy była sytuacja taka, że kiedy jeszcze nie było Wałęsy, kiedy nie było naszego papieża, Polska była utożsamiana właśnie z Jazz Jamboree. Ludzie wtedy przyjeżdżali do Sali Kongresowej. Wszystkie pieniądze wydawali na bilety. Często nie mieli przez to pieniędzy na nocleg i spali pokotem na Dworcu Centralnym. Nie tylko fani jazzu, ale też muzycy, jazzmani także! To zostało zaprzepaszczone. Z różnych względów. Dwa dni temu były wybory nowych władz PSJ. Jest bardzo duża nadzieja, że ten festiwal wróci. Oczywiście w odmienionej formie. Połączony z targami muzycznymi. Nowe Stowarzyszenie, nowi ludzie. Młodzi. Bardzo to optymistycznie wszystko wygląda. Natomiast jest teraz w ogóle trudny czas dla kultury.
Zwłaszcza muzycznej, uważam…
Tak. Zwłaszcza muzycznej. Lepiej broni się np. kino. Prawda jest taka, że w momencie różnych zawirowań politycznych i braku stabilizacji finansowej kultura muzyczna jest trochę na końcu. Łatwiej przyswajalny jest film. A jeszcze łatwiej przyswajalna jest flaszka, którą można sobie kupić (śmiech). Zamiast pójść na koncert i się pobawić, i zrelaksować.
A nie masz wrażenia, że zwłaszcza w naszym kraju, muzyka jazzowa to jest trochę pogranicze muzyki poważnej i rozrywkowej, co pokazuje choćby przykład tegorocznego zwycięzcy za jazzową płytę roku, Nikoli Kołodziejczaka? Równie dobrze statuetki jazzowe mogłyby być, tak jak kiedyś, wręczane podczas Gali Muzyki Poważnej.
Na pewno masz rację. Ale my się bardzo cieszymy, bo mówiąc egoistycznie, oglądalność jest większa. Podobnie jak zainteresowanie i promocja. Od wielu lat prowadzę własną agencję koncertową. Byłem managerem wielu artystów. Teraz też mam projekty jazzowe, ale nie tylko. Poza tym gatunki, tak jak wspomniałem, mieszają się. Tak jak np. projekt, o którym mówiłem Ci przed wywiadem, czyli „Kino Mocne” – połączenie elektroniki, popu, jazzu. Wszystko razem! Gatunki się coraz bardziej łączą. Michał Urbaniak był być może pierwszym jazzmanem, który łączył jazz z hip hopem. Dobrze, że gatunki miksują się ze sobą. Czasem przedstawicielem muzyki poważnej może występować z reggae. Tak jak dziś Maleo Reggae Rockers wystąpili ze skrzypkiem Adamem Bałdychem (i inną grupą z kręgu reggae, którą była Jafia – przyp. M.B.) Podczas występów w trakcie dzisiejszej gali także inne gatunki się łączyły! Na tym polegają ścieżki kultury, żeby pokazać jak najwięcej. By się otwierać.
Wspomniałeś Michała Urbaniaka, nagrodzonego w tym roku Złotym Fryderykiem za całokształt twórczości. Czy nie sądzisz, że za późno dostał on tę nagrodę?!
Nie wiem. Nie potrafię odpowiedzieć. Może masz rację i powinien ją dostać dawno temu. Cieszę się, że dostał ją dziś. Ma on takie dokonania, że co roku powinien dostawać Fryderyka.
Rozmawiał: Michał Bigoraj