Raport z targów NAMM Show 2017 w Kalifornii

WYWIAD: Ray Wilson

16 listopada 2016

Pochodzi ze Szkocji, ale to Polska od lat jest jego prawdziwym domem. Tu pracuje i tu jego serce skradła polska dziewczyna. Ray Wilson gra na gitarze, pisze i komponuje, ale przede wszystkim śpiewa świetne piosenki, które przyciągają rzesze fanów.

Artysta opowiedział nam o dwóch najnowszych płytach, co Polaków łączy ze Szkotami, co sądzi o polskiej polityce, rządzie i Kościele oraz na czym polega i czym jest w jego życiu wolność.

 

Anna Konopka: Na początku października do sklepów trafił Twój szósty solowy album „Makes Me Think of Home”. To połączenie popu, rocka i muzyki alternatywnej. Po raz kolejny udowadniasz, że komponowanie przychodzi Ci z niezwykłą lekkością, a przecież zaledwie w maju wydałeś płytę „Song For A Friend”. Czy Ty w ogóle sypiasz?

Ray Wilson: To dobre pytanie (śmiech). Zawsze czuję się szczęśliwszy pracując. Prawda jest taka, że całe moje dorosłe życie, nawet gdy jestem w domu i mam czas wolny, to już myślę o następnej rzeczy, którą mógłbym zrobić. Taki po prostu jestem, taki styl życia sprawia, że odczuwam spokój.

A śpię m.in. w busach (śmiech). Mam 48 lat, wyglądam i czuję się całkiem nieźle, więc sądzę, że moje życie jest w porządku. Nie piję za dużo, nie biorę narkotyków i nie palę, staram się dobrze odżywiać i dbać o siebie.

Kocham pracować. Mogę nie żyć za kilka lat, więc chcę dać z siebie jak najwięcej.

 

[img:5]

 

AK: Wcześniejsza płyta była akustyczna, w zupełnie innym klimacie. Opowiadała także o stracie przyjaciela, ważnej osoby w Twoim życiu. To był swojego rodzaju hołd pamięci?

RW: Nazywał się James Lewis. On był dla mnie szczególnie ważną osobą gdy rozpoczynałem profesjonalną karierę muzyczną, jakieś 30 lat temu. Przeprowadziłem się wtedy z małego szkockiego miasteczka do Edynburga. Nie miałem za wiele pieniędzy, próbowałem zdobyć pracę wokalisty w lokalnym zespole i James mi wtedy pomagał, m.in. z pieniędzmi, pozwolił zatrzymać się w jego mieszkaniu. Pamiętam go jako bardzo pozytywną osobę, był pełny tak zwanej dobrej energii.

Cztery lata temu miał straszny wypadek na wakacjach w Hiszpanii. Skacząc z trampoliny do basenu dla zabawy zranił się w głowę, złamał szyję czego następstwem był całkowity paraliż. Czułem duchową i głęboką potrzebę napisania czegoś, co go upamiętni, bo był ważną osobą dla mnie.

Myślę, że piosenki z tej płyty są piękne, napisałem je bardzo, bardzo szybko, dosłownie w jakieś pół godziny. To tak jakby one były we mnie, to było dziwne doświadczenie. To również wspaniale, że te utwory są tak popularne wśród ludzi, bo to bardzo ważne piosenki.

 

AK: Natomiast nowy album jest radośniejszy, ale jak się okazuje niepozbawiony sentymentów. W pierwszym singlu najnowszego wydawnictwa „Amen to That” wcielasz się w wiele ról, zawodów. Beztrosko grasz sobie na łące, jesteś szoferem, pracujesz na budowie. Jesteś nawet artystą pracującym w glinie! Tym teledyskiem poznaliśmy Cię z zupełnie zaskakującej strony. Czemu miały służyć te wszystkie metamorfozy?

RW: To szczególnie pokazują media społecznościowe. Widzę po ludziach, nawet z mojego zespołu, że na przykład przewijają i oglądają Facebooka, sprawdzają coś jakieś dziesięć czy dwadzieścia sekund, a za chwilę zajmują się już zupełnie innymi rzeczami…

Żyjemy w bardzo „szybkiej kulturze”: jedzenia, życia i odpoczynku… Czułem, że muszę spróbować stworzyć coś zwabi widza do oglądania, że będzie ciekawy kim będzie kolejny charakter. Taki był właśnie pomysł aby stworzyć kilka różnych scenariuszy, zawodów, zaangażować ludzi do samego końca. To była świetna zabawa.

 

[img:6]

 

AK: Czy to może takie drobne przesłanie, że w każdym momencie życia można się podnieść, zmienić kierunek, „podnieść się i iść dalej”, jak śpiewasz w „Amen to That”?

RW: Przesłanie piosenki było takie, że gdy masz dość tego kapitalistycznego świata i czujesz, że nie chcesz być niewolnikiem pieniędzy czy biznesu, to możesz jednego dnia zmienić wszystko w swoim życiu.

 

AK: W teledysku trzymasz nawet kubek z napisem „Polska”. Wiemy, że to nie przypadek, bo już mija 8 lat gdy mieszkasz w Poznaniu, a Twoje serce skradła Polka. Chyba czujesz się już jak u siebie?

RW: Tak, trzymam kubek z napisem „Polska” w sklepie z płytami (śmiech). Myślę, że w Polsce czuję się szczęśliwy. To chyba najważniejsza sprawa, że nieważne gdzie mieszkasz, ale ważne, że czujesz się tam, jak w domu.

Poza tym polskie społeczeństwo nie różni się zbyt mocno od Szkotów, jesteśmy podobnymi ludźmi: pracującymi, rodzinnymi. Polska to fajne miejsce. Trochę tylko się martwię o polską sytuację polityczną.

 

AK: W Polsce dużo mówi się ostatnio również o Brexicie, podobnie jak w Szkocji, z której pochodzisz.

RW: Kocham Europę, całe moje życie od niej zależało, podążałem jej drogami. Nie zgadzamsię z decyzją Wielkiej Brytanii, ale myślę, że ludzie podjęli taką decyzję, bo byli okłamywani przez polityków. Ta decyzja nie wyjdzie na dobre nikomu. Przypuszczam, że Brexit to będzie katastrofa, zarówno dla Europy, jak i Wielkiej Brytanii. 

Podkreślę raz jeszcze, że jestem wielkim zwolennikiem wolności. Ludzie powinni być wolni by podróżować bez przeszkód, podejmować samodzielnie decyzje w swoim życiu. Oczywiście musimy mieć prawo, ale czasem rząd posuwa się za daleko.

 

[img:7]

 

AK: Jak na przykład?

RW: Uważam, że w Polsce ten związek rządu i kościoła może być naprawdę bardzo niebezpieczny. Religia jest bardzo ważna i wiem, że w Polsce jest dużo mocno wierzących osób, chodzących do kościoła. To jest świetne i absolutnie wspaniałe, ale nie sądzę, że powinno być mieszane z polityką.

Te dwie kwestie, polityka i religia powinny być oddzielne. Martwię się gdy rząd wykorzystuje to, by manipulować systemem przez religię. To nie jest dobre ani dla rządu, ani dla Polaków.

Poza tym na świecie najważniejszą według mnie kwestią jest pogłębiająca się różnica pomiędzy bogatymi, a biednymi ludźmi na całym świecie. Wydaje się, że tracimy powoli tzw. klasę średnią społeczeństwa w różnych państwach. To kolejne poważne zagrożenie naszych czasów. Powinniśmy pomagać tym dotkniętym biedą. Społeczeństwo, jak i polityka powinny być zbilansowane, nasze życie także.

 

AK: Wracając do muzyki to bliższa Twojemu sercu jest muzyka akustyczna czy rockowa, czy to po prostu zależy od weny? Lubisz eksperymentować.

RW: Cieszy mnie akustyczne granie, to coś duchowego i naprawdę to czuję. Jeśli lubisz bardziej komercyjną muzykę, to ona nie dotyka duszy w ten sam sposób.
Myślę, że muzyka w której jestem najlepszy to muzyka, którą czuję najsilniej i ona ma te duchowe podstawy. Gram wiele takich piosenek i czuję, że to one wyznaczają kolejne kierunki.

Granie rocka wciąż bardzo mnie cieszy, ale to przede wszystkim coś co kochałem będąc nastolatkiem. Teraz grając np. „Inside” w studiu radiowym słyszę, że to wciąż brzmi dobrze, że działa i dlatego wciąż to lubię robić. Mimo wszystko akustyczne granie jest dla mnie bardziej melancholijne, skłaniające do myślenia, to muzyka prowokująca, której potrzebuję nieco mocniej.

 

AK: Nie zapominamy o tym, że miałeś okazję przez dwa lata śpiewać z Genesis, jednym z ważniejszych zespołów w historii muzyki i uczestniczyć w tworzeniu płyty „Calling All Stations” z 1997 roku. Mimo to, zawsze podkreślasz, że to był epizod, a twórczość solowa najwięcej dla Ciebie znaczy, to wtedy artystyczna wizja tego co chcesz robić stała się jasna.

RW: W tym czasie, czyli latach 90., grając ze Stiltskin i Genesis byłem częścią wielkiej machiny biznesu, a ja nienawidzę tego. Nienawidzę kontroli, która wpływała na moją przyszłość. Znowu wracamy do tematu wolności i tego, że każdy powinien mieć wpływ na podejmowanie decyzji w swoim życiu.

Natomiast gdy rozpoczęła się moja solowa kariera miałem pragnienie, żeby odzyskać kontrolę nad własnym losem. Zdałem sobie sprawę, że aby się to udało muszę ponieść rodzaj poświęcenia, nie miałem na przykład wsparcia finansowego dużej wytwórni. Samodzielne planowanie i kierowanie mojej kariery stało się dla mnie ważniejsze. Wizja nadeszła więc 16 lat temu i powoli rozpocząłem budowanie solowej kariery, niezależnie i pracując z dobrymi ludźmi, którzy myślą w podobny sposób.

Minęło tych 16 lat i jestem na pozycji, gdy nie potrzebuję już nikogo. Mogę robić co chcę i gdziekolwiek chcę. Potrzebuję oczywiście moich muzyków, całej załogi czy managera, ale artystycznie mogę podejmować własne decyzje i do tego właśnie przez lata dążyłem.

 

[img:8]

 

AK: Nie tylko śpiewasz, ale też grasz na gitarze. Jak traktujesz ten instrument? Dźwięki, które grasz są dopełnieniem całości?

RW: Myślę, że w przypadku akustycznej muzyki, o której mówiliśmy wcześniej to mój głos i gra na gitarze są jakby po środku. Gitara jest tak ważna dla mnie, jak mój głos, jakby była moim dzieckiem. Dbam o nią gdziekolwiek pójdę (śmiech).

 

AK: Jakiej gitary najchętniej używasz? Czy masz może ich kilka?

RW: Osobiście używam dwóch. Na scenie mamy normalnie dwóch lub trzech gitarzystów, czasem czterech, więc pojawia się tych gitar czasem 15 dla całego zespołu. To za dużo (śmiech).

 

AK: W ostatnim roku zmarło kilku cenionych na świecie muzyków - Lemmy Kilmister, David Bowie czy Prince. Stratę, którego z nich odczuwasz najbardziej?

RW: Będąc młodym chłopcem Bowie był moim bohaterem. Gosia, moja dziewczyna, przygotowując się do swoich występów tanecznych włącza jego muzykę bez przerwy. Ona jest młodsza ode mnie, odkrywała tę muzykę swojego czasu. Natomiast gdy Bowie zmarł czułem naprawdę głęboki smutek, jakbym stracił bardzo bliskiego przyjaciela, a nawet nigdy go nie poznałem. Jego muzyka przetrwa przez kolejne lata.

Prince oczywiście też był prawdziwym geniuszem. Lemmy zapisze się wspólnie z nimi w historii muzyki, ale Bowie i Prince to kompletnie inny poziom. Nie będzie już nikogo takiego, jak ci dwaj.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała Anna Konopka

 

Zobacz także: Ray Wilson

  • Spędź weekend w Manufakturze i baw się koncertowo!
    Spędź weekend w Manufakturze i baw się koncertowo!

    Koncerty Raya Wilsona, zespołu Red Box, Grzegorza Hyżego, a także widowisko Symphonica to największe wydarzenia 9. Urodzin Manufaktury, które zaplanowano na 16 i 17 maja. Grzegorz Hyży i Red Box zapraszają na spotkanie w...

  •  Genesis Classic już w lutym w Opolu
    Genesis Classic już w lutym w Opolu

    14 lutego Ray Wilson zagra koncert z serii Genesis Classic w Opolu zaaranżowane na zespół elektryczny w 9 osobowym składzie Berlin Symphony Ensemble. Koncerty z serii GENESIS Classic – Ray Wilson przedstawiają największe...

  • Ray Wilson & Quartet - GENESIS Classic w Teatrze Muzycznym
    Ray Wilson & Quartet - GENESIS Classic w Teatrze Muzycznym

    Urodził się w Szkocji, ale mieszka w Polsce. Występował z Genesis, ale sukces odniósł już wcześniej z własnym zespołem Stiltskin. Od 20 lat nagrywa i koncertuje, a wciąż zachowuje sceniczny wigor. W piątek 20 września 2013 r....

Powiązane recenzje: Ray Wilson

reklama

Najnowsze wywiady

WYWIAD: Daniel Bigaj - Behringer X32 okiem realizatora dźwięku WYWIAD: Daniel Bigaj - Behringer X32 okiem realizatora dźwięku

Konsoleta Behringer X32 cieszy się wciąż rosnącą popularnością, o czym najlepiej świadczy fakt, że używa jej coraz więcej profesjonalnych realizatorów. Mieliśmy okazję...

WYWIAD: Wojciech Moryto (Departament) WYWIAD: Wojciech Moryto (Departament)

Do niedawna gitarzysta Acid Drinkers, dziś lider Departamentu, nowego zespołu na polskim rynku muzycznym, który właśnie ogłosił kompletny skład. Wojciech Moryto opowiada...

WYWIAD: Maciej Balcar WYWIAD: Maciej Balcar

- Wychodząc na scenę nie chcę się bawić w kogoś, kto udaje jakiś przekaz. Muszę być całkowicie spójny z tekstem, wtedy ta muzyka przeze mnie przepływa. Nie chcę przekazywać...

WYWIAD: Sound&Lights Service i Cameo w programie "Młodzi Wielcy" WYWIAD: Sound&Lights Service i Cameo w programie "Młodzi Wielcy"

Polska firma Sound & Lights Service dokonała ostatnio zakupu znacznej ilości urządzeń oświetleniowych marki Cameo. Było to dokładnie 60 sztuk głów Movo Beam 100, które na...

WYWIAD: Enrique Iglesias WYWIAD: Enrique Iglesias

Enrique Iglesias pracuje nad nowym krążkiem i powróci do Polski ponownie po wyprzedanym w grudniu ubiegłego roku koncercie w Krakowie. Tym razem muzyk wystąpi 17 maja w...

mikrofon